Nowenna do św. Gerarda Opiekuna Matek

O. Czesław Kudroń CSSR

Nowenna do św. Gerarda Opiekuna Matek

 

DZIEŃ PIERWSZY

Przybliżyć matkom świętego Gerarda

Polski pielgrzym czy turysta zwiedzający Italię z zazdrością patrzy na piękny klasztor redemptorystów w Materdomini, położony malowniczo na wzgórzu. W świątyni odrestaurowanej po nie tak dawnym trzęsieniu ziemi, znajdują się relikwie świętego Gerarda, który jako brat zakonny pracował i umarł właśnie w tym klasztorze. Kult jego szerzy się tu w sposób zadziwiający, a na pierwszym planie wśród jego czcicieli wybijają się matki w stanie błogosławionym, oczekujące przyjścia na świat sowich dzieci; matki przepełnione troską i różnymi zmartwieniami związanymi z tym wyjątkowym stanem, jakim jest okres brzemienności; matki obciążone rozlicznymi kłopotami wychowawczymi w wielodzietnych rodzinach.

Dlaczego budzi zazdrość nie tyle sam klasztor, co nie kończące się sznurki podążających niewiast ze wszystkich stron do tego sanktuarium świętego Gerarda? Jest to święta zazdrość, bo chciałoby się przybliżyć postać nadzwyczajnego orędownika matek również polskim niewiastom, aby mogły przy jego pomocy sprostać współczesnym trudnościom, które w szczególny sposób je przygniatają.

Święty Gerard będąc z natury wrażliwym dzieckiem, bardzo wcześnie wczuwał się w przeżycia swojej matki. Rozumiał jej każdą radość i smutek. Na miarę swoich dziecięcych możliwości uczestniczył we wszystkich jej matczynych troskach i obawach. Ponieważ dom jego matki był domkiem ubogim, dlatego bardzo szybko musiał przejąć opiekuńcze zadania wobec niej samej i wobec swego rodzeństwa. Oczywiście, że model swego życia i postawę służebną wobec innych, święty Gereard zawdzięczał właśnie matce. Jego świętość była owocem jej świętości. Z całą pewnością nie miał okazji wyrazić z patosem tej relacji miedzy świętością dziecka i świętością matki, ale narzuca się tu podobieństwo sytuacji jaka zaistniała w życiu Józefa Sarto, późniejszego świętego papieża Piusa X. Otóż, gdy Józef Sarto został biskupem, w prostocie serca pochwalił się przed matką swoim biskupim pierścieniem. Wówczas matka pokazując mu własną obrączkę ślubną, powiedziała: "Gdyby nie było na moim palcu tej ślubnej obrączki, nie byłoby i twego biskupiego klejnotu".

Święty Gerard może właśnie dlatego, że rozumiał doskonale co zawdzięcza swojej matce, zapragną spłacać jej dług wdzięczności roztaczając opiekę w szczególny sposób nad matkami. Jako zakonnik, który podczas bardzo krótkiej zresztą służby Bogu w ciągu sześciu lat życia w klasztorze, jeździł z misjonarzami do miejscowości, najbardziej zaniedbanych, widział i obserwował niejednokrotnie ciężkie położenie wielu matek. Dlatego tez ich los identyfikował z losem swojej matki. A mając tak ogromną miłość do własnej matki, chciał tę miłość pomnożyć, zwielokrotnić przez spieszenie z pomocą wszystkim matkom.

Żywimy mocne przekonanie, że święty Gerard jest świętym czczonym nie tylko w Italii, ale jest własnością całego Kościoła powszechnego. Dlatego ufamy mocno, że nie pozostanie on głuchy i nieczuły na modlitewne głosy również polskich matek i wszystkich polskich niewiast.
W Italii rozpowszechnił się szeroko zwyczaj poświęcania specjalnych chusteczek z podobizną świętego Gerarda, które przeznacza się jako podarunek dla młodych par małżeńskich, a szczególnie panien młodych, aby te chusteczki jak święty talizman przypominały im, u kogo mają szukać pomocy, gdy będą wchodzić w poszczególne okresy obowiązków macierzyńskich.

Może przyjdzie taki czas, kiedy do rąk polskich matek trafi przynajmniej obrazek świętego Gerarda. Może ta postać stanie się i na naszym terenie lepiej znana. Może za jego przyczyną niewiasty polskie poznają swoją godność, potrafią oprzeć się złym falom, które utrudniają spełnienie ich właściwej roli w społeczeństwie. Może umocnią się w powołaniu kapłanek ogniska domowego i w heroicznej obronie życia poczętych dzieci.

Modlitwa

Święty Gerardzie, który tak bardzo kochałeś swoją ziemską matkę i za Panią swego życia obrałeś Matkę Zbawiciela Najświętszą Maryję, zechciej roztoczyć swoją przedziwną i cudowną opiekę nad matkami w całym świecie, a szczególnie w naszym nadwiślańskim kraju.
Wsparte Twoim wstawiennictwem w niebie, niech odnajdują i rozpoznają lepiej swoją godność i swoje powołanie wyznaczone im przez Boga. Wdzięczne za całe piękno swojej kobiecości, niechaj swoim życiem składają Bogu dar miłości przez szlachetne wypełnianie swoich obowiązków macierzyńskich. Amen.
(Ojcze nasz, Zdrowaś Maryjo, Chwała Ojcu)


DZIEŃ DRUGI

Wobec dawnych i nowych zagrożeń

Święty Gerard wzrastał w niewieścim klimacie rodzinnego domu. Kiedy zabrakło ojca, pozostała tylko matka i siostry. Być może, ta okoliczność wpłynęła, że doskonale znał psychikę kobiet, ich trudności życiowe i sposób reagowania. Wychowując się w takim klimacie bynajmniej nie ukształtował się na mięczaka, ale okazał się człowiekiem mężnym, godnym tytułu mężczyzny, który bardzo wcześnie zrozumiał swoje obowiązki opiekuńcze wobec "płci słabszej", jak to zwykło się nazywać.

Jako brat zakonny o zacięciu apostolskim udzielał się wszystkim stanom i grupom Ludu Bożego. Służył dobrym słowem siostrom zakonnym, bo był pełen zachwytu dla ideałów dziewictwa poświęconego Bogu. Dyskretnie też, jak mógł, pomagał dziewczętom żyjącym wśród niebezpieczeństw świata, aby postępowały godnie nie narażając swej cnoty. Najwięcej cudów zdziałał właśnie przywracając zdrowie matkom rodzącym i chorym dzieciom.
Bez wątpienia, pod patronatem świętego Gerarda również współczesne niewiasty mogłyby patrzeń na swoje życie w świetle Bożego objawienia i uchronić się od wielu zagrożeń, na które uskarżały się dawniej i uskarżają się dziś.

Wszystkie dotychczasowe ruchy feministyczne świadczą o upośledzeniu kobiety w świecie zmaskulinizowanym, jak się wyrażał Prymas Tysiąclecia, Kardynał Stefan Wyszyński. Dziś, co prawda, zmalała wysokość piedestału mężczyzny; mężczyźni już nie są >>panami tego świata<<, ale jeszcze nie przywrócono niewiastom możliwości wpływania na lepsze ukształtowanie życia w rodzinie i w społeczeństwie. A przecież - jak to stwierdzono - tam, gdzie maleje wpływ niewiast, tam kraj się wypełnia agresją, drapieżnością, bezwzględnością, brakiem wyższych ideałów.
Na całym świecie, a szczególnie w naszym kraju niewiasty nie mogły być kapłankami ogniska domowego, gdyż warunki ekonomiczne zmuszały ich do pracy poza domem, aby zarobić na kawałek chleba dla domowników. Obok trudnych warunków gospodarczych, w naszym kraju nieprzychylną rolę odgrywały jeszcze inne dziejowe doświadczenia. Dramatyczne losy naszego narodu nie sprzyjały normalnemu rozwojowi naszych rodzin. Zbyt często niewiasty polskie zostawały same w domu, gdy ich mężowie i bracia musieli wyruszać z bronią w ręku w obronie wolności. Niewiasty musiały zdobywać się na siłę, aby walczyć o chleb powszedni, o wychowanie dzieci, o wiarę, o polskość…

Jeżeli nawet w czasie pokoju jeszcze daleko do równouprawnienia kobiet, wina takiego stanu rzeczy tkwi w tym, że fałszywie rozumiano emancypację kobiet. Pod płaszczykiem wzniosłych haseł oszukano niewiasty, powodując maksymalną eksploatację ich sił ponad miarę. Bo jakkolwiek słuszne jest twierdzenie, że wedle haseł emancypacji ekonomicznej, kobieta ma prawo na równi z mężczyzną decydować o gospodarce, to po prostu karykaturalną formę przybierze taka emancypacja, gdyby niewiasty miały ulegać >>maskulinizacji<< przez podejmowanie prac dla nich absolutnie nieodpowiednich. Wstydzimy się dziś takich haseł jak: "Słaba płeć na traktorze", które nie tak dawno brzmiały bardzo dumnie w socjalistycznej propagandzie.

Nie wywołuje jakiejś odrazy, owszem - przeciwnie - fascynacją jest inny rodzaj emancypacji, zwanej emancypacją społeczno-polityczną, w której walczy się o wykorzystanie uzdolnień i charyzmatów niewiast w działalności publicznej. Słuszne są te dążenia, ale znów nie wolno zapominać, że największą zasługą kobiety wobec społeczeństwa jest jej macierzyński wkład w dobre i wszechstronne wychowanie dzieci, przyszłych obywateli państwa. W utartym powszechnie stylu myślenia pracę zarobkową i pracę społeczną kobiety ceni się więcej niż macierzyństwo, jakby ono stanowiło zawężenie horyzontów i przestało być źródłem społecznego awansu kobiety. I dodajmy, że bynajmniej nie możemy pochwalać takiej emancypacji społecznej, która prowadzi do zagubienia bezcennego bogactwa jakim jest kobiecość.

Największym współczesnym zagrożeniem jest tak zwana emancypacja fizjologiczna, która w imię zrównania kobiety z mężczyzną, nawołuje, aby kobieta nie rodziła dzieci. Jest to pokusa iście diabelska, której uległo już wiele kobiet, gdyż propaganda w tym względzie prowadzona siej bardzo sugestywna z podłym i podstępnym przemilczaniem ujemnych skutków wszystkich nieuczciwych praktyk w dziedzinie życia seksualnego i fałszywego ustawiania polityki prenatalnej.

Zapewne niewiastom szukającym pomocy u świętego Gerard, wyprosi on tę pierwszą i podstawową łaskę, aby w świetle wiary umiały docenić bogactwo i piękno swojej kobiecej natury, aby poznały swoją rolę w odwiecznym planie Bożym i uodporniły się na wpływy destruktywnych haseł źle pojmowanej emancypacji.

Modlitwa

Święty Gerardzie, z wielką troską polecamy Twojej przemożnej opiece wszystkie matki, które przedwcześnie starzeją się, bo wyczerpują swoje siły pracując na podwójnym etacie, na podwójnym froncie: w domu i w biurze, w domu i w fabryce. Polecamy Ci wszystkie odważne niewiasty, broniące jak lwice swoje dzieci przed zgubnymi wpływami świata. Oddajemy Ci w specjalną opiekę bohaterskie matki, które nie mając żadnego wsparcia wśród dalszego i bliższego otoczenia, w sposób odpowiedzialny decydują się na urodzenie i wychowanie licznego potomstwa. Święty Gerardzie, czuwaj nad wewnętrznym, duchowym pięknem naszych niewiast i matek, bo to piękno duchowe nigdy nie przemija i ono będzie tytułem ich przyszłej nagrody w niebie. Amen.
(Ojcze nasz, Zdrowaś Maryjo, Chwała Ojcu)


DZIEŃ TRZECI

Niewiasta w planie Bożym

Na temat roli niewiasty wypowiadało się w historii wielu ludzi. Jeszcze dziś można słyszeć opinie artykułowane pół serio pół żartem, że wszelkie zło na świecie pochodzi od niewiasty. W średniowieczu niektórzy z filozofów zastanawiali się, czy kobieta ma duszę. Dziś na szczęście pojawiają się wypowiedzi w rodzaju nadziei, oczekiwania, proroctwa, że niewiasta może się okazać "dźwignią postępu ludzkiego". Istnieje jednak w dalszym ciągu brak jasnych pojęć na temat właściwej roli i powołania kobiety.

Warto zatem częściej pomyśleć, jakie miejsce zajmuje kobieta w planach Bożych.
Dużo nowego i cennego światła rzuca na to zagadnienie Ojciec święty Jan Paweł II w Liście Apostolskim Mulieris Dignitatem, o godności i powołaniu kobiety. Pismo święte, w szczególności Księga Rodzaju dowodzi, że pierwsza niewiasta tak samo jak pierwszy mężczyzna w raju została stworzona na obraz i podobieństwo Boże. W odwiecznych planach Bożych kobieta miała spełnić swoja specyficzną rolę w ekonomii zbawienia ludzkości. Pierwsza niewiasta Ewa zepsuła plan Boży, ale stało się to nie bez winy Adama. Jako mężczyzna, Adam był odpowiedzialny za Ewę. W dialogu z nią traktując ją jako osobę ludzką, a nie przedmiot, mógł ją odwieść i uchronić od nieposłuszeństwa Bogu. Widocznie zaczął patrzeć na Ewę zbyt mocno jako na przedmiot czyli obiekt swej przyjemności i dlatego, nie chcąc jej zrażać do siebie, zrezygnował z takiej postawy i najwłaściwszego zachowania jaki powinno odpowiadać godności jego własnej osoby i osoby Ewy. Dlatego grzech pierworodny przypisany jest słusznie całej ludzkości w osobach Adama i Ewy, przechodząc w spadku na całe ich potomstwo.

Bóg jednak nie zrezygnował z roli kobiety w podjętej ekonomi zbawienia. W słowach uważanych za Protoewangelię Bóg zapowiedział nową niewiastę, Niepokalaną Dziewicę, która zwycięży szatana - uwodziciela: Wprowadzam nieprzyjaźń między ciebie a niewiastę… (Rdz. 3, 15).
Wybierając Maryję jako nową Ewę, Bóg przygotował Ją przywilejem Niepokalanego Poczęcia na godną Matkę Wcielonego Słowa, Jezusa Chrystusa, mającego odkupić świat w ciele wziętym z Jej ciała. Ale wybierając Ją do tak wzniosłych zadań, nie potraktował Jej jako przedmiotu, ślepego instrumentu do wypełnienia fizycznej funkcji rodzenia Chrystusa. Wysyłając do Niej anioła ze swym orędziem, czekał niejako na Jej zgodę, na Jej świadome przyzwolenie, na Jej odpowiedzialną deklarację: Niech mi się stanie…! Fiat!

Maryja doceniała szanse udzieloną Jej przez Boga. Z całą pokorą wszystkie dary i bogactwa swej kobiecej natury jakimi obsypał Ją Stwórca oddała z miłości w darze wspaniałomyślnym i bez żadnych zastrzeżeń. Bóg potrzebował Jej kobiecości, aby z czułością pielęgnowała Dziecię Jezus na wszystkich etapach rozwoju Jego ludzkiej natury. Bóg potrzebował Jej kobiecości, aby dla rodzącego się Kościoła była pierwowzorem doskonałej świętości, świętości przeznaczonej i dostępnej dla ludzi.

Jakże ważną rzeczą jest, aby wszystkie niewiasty patrząc na Matkę Najświętszą umiały rozpoznać swoją własną rolę, zawrotne dostojeństwo tej roli, ale również jej właściwe ramy i granice.

Wiele współczesnych niewiast dopatruje się pewnej dyskryminacji ze strony Kościoła, że na przykład nie dopuszcza się niewiast do święceń kapłańskich. Otóż muszą pamiętać, że Chrystus i własnej Matki nie powołał do kapłaństwa hierarchicznego. Chciał bowiem, aby sakramentalną posługę Eucharystii pełnili mężczyźni, działając w Jego imieniu "In persona Christi". Niewiasty natomiast, tak jak sama Matka Najświętsza, zgodnie ze swoja niewieścią naturą winne pełnić rolę miłości macierzyńskiej i tak jak Matka Najświętsza osiągnąć najwyższe szczyty świętości. Wszyscy bowiem ludzie i wszystkie niewiasty na mocy chrztu świętego uczestniczą w powszechnym kapłaństwie Chrystusowym i pełnią kapłaństwo przez składanie ofiary, daru swego życia.

Niewiasta urasta do wysokiej rangi kapłanki ogniska domowego, a pośrednio kapłanki w szerszych kręgach społeczności ludzkiej, właśnie przez te niuanse miłości, do której zdolna jest tylko ona przez niezrównane bogactwo swej kobiecości. Świat czeka na wypowiedzenie się tego specjalnego "geniuszu kobiet", według wyrażenia Ojca świętego, geniuszu miłości siostrzanej i macierzyńskiej. Współczesna ludzkość zrealizowałaby szybciej upragnioną cywilizację miłości, gdyby doceniono lepiej rolę kobiety w tworzeniu wspomnianej cywilizacji.

Modlitwa

Święty Gerardzie, który umiałeś w sposób święty i nadprzyrodzony widzieć w każdej kobiecie podobieństwo Matki Najświętszej, wyproś naszym siostrom i matkom radosną gotowość oddania w darze swego życia Bogu. Wypraszaj również wzrost szlachetności u mężczyzn, aby nie traktowali niewiast jak bezduszne przedmioty, ale z szacunkiem dla ich piękna wewnętrznego otaczali je należytym wsparciem i opieką prawdziwie po rycersku. Amen.

(Ojcze nasz, Zdrowaś Maryjo, Chwała Ojcu)


DZIEŃ CZWARTY

Godność niewiasty

Nie trzeba zaprzeczać, że i w Kościele zbyt przesadnie podkreślało się pomocniczą i służebną rolę kobiety. Dziś to nastawienie powoili się zmienia, ale trzeba jeszcze wiele wyjaśnić jak godność niewiasty, docenić i praktycznie uczcić. I znów pomocą na tej drodze może być List Apostolski Ojca świętego o godności i powołaniu kobiety. Ukazano w nim jak sam Bóg wysoko postawił godność niewiasty, której żadna niższa władza, żaden człowiek nie ma prawa lekceważyć czy pomniejszać.

Ojciec święty pisze: "Stwarzając człowieka >>mężczyzną i niewiastą<< Bóg obdarza godnością osobową w równej mierze mężczyznę i kobietę, ubogacając ich w niezbywalne prawa i odpowiedzialne zadania właściwe osobie ludzkiej". Następnie Bóg objawia jakby w najwyższym stopniu godność kobiety, gdy On sam przyjmuje ludzkie ciało z Maryi Dziewicy, którą Kościół czci jako Matkę Boża, nazywając Ją nową Ewą i stawiając jako wzór kobiety odkupionej.

Z godności Maryi spływa podobna godność na wszystkie niewiasty. Każda niewiasta choć nie może się równać z wyjątkową i jedyną godnością Matki Najświętszej, to przyjmując łaskę uświęcającą, która jest darem Ducha Świętego, dostępuje nadprzyrodzonego zjednoczenia z Bogiem w Jezusie Chrystusie. Niewiasta wyposażona w nadprzyrodzoną łaskę Bożą staje się istotą godną najwyższego szacunku, gdyż cała jej kobiecość opromieniona łaską ukierunkowuje się w sposób pełny i doskonały ku wypełnieniu macierzyństwa fizycznego i duchowego. Subtelny szacunek Chrystusa do Jego Matki jak i do innych niewiast, które odegrały rolę w Jego życiu, świadczy o wysokiej ocenie przez Niego kobiecych możliwości dla dzieła Królestwa Bożego.
Chrystus wprowadzał nowy sposób traktowania niewiast wbrew utartym zwyczajom żydowskim, co wywołało niekiedy zgorszenie. Rozmawiał po przyjacielsku przy studni z Samarytanką, Na to przyszli Jego uczniowie i dziwili się, że rozmawiał z niewiastą (J 4,27). W Betanii często, szczególnie, gdy był zmęczony korzystał z gościnności przyjaznych Mu sióstr Łazarza, Marii i Marty.

Najbardziej wzruszającą sceną świadczącą jak bardzo Chrystus występował zawsze w obronie godności niewiast jest scena opisana przez świętego Jana w ósmym rozdziale jego Ewangelii. Przyprowadzono Mu niewiastę rozpustną, jawnogrzesznicę, którą wedle prawa Mojżeszowego należało ukamienować. Chrystus nie pozwolił jej skrzywdzić. Jakkolwiek bowiem nie zaprzeczył, że była grzeszna, to przecież zdemaskował oskarżycieli, którzy jako uprzywilejowani mężczyźni, nie wiadomo jakim prawem kaduka nie byli pociągani do odpowiedzialności, choć właśnie przez ich niepohamowane namiętności i dokonywane niegodziwości doprowadzili oskarżoną niewiastę do stanu rozpustnej ulicznicy. Cudzołożna to tylko potwierdzenie namiętności i nadużyć mężczyzn. Chrystus wspaniale znokautował pseudosprawiedliwych oskarżycieli, a do biednej, obdartej z godności niewiasty powiedział: Nikt cię nie potępił?... I Ja ciebie nie potępiam. - Idź, a od tej chwili już nie grzesz (J 8,10).

Szacunek i uznanie dla kobiet ze strony Chrystusa potwierdzają również fakty ukazywania się po zmartwychwstaniu właśnie niewiastom. To im Chrystus powierza misję, aby zaniosły uczniom radosną nowinę o Jego zmartwychwstaniu.

Jakkolwiek wśród ludzi Kościoła można znaleźć wielu antyfeministów, którzy pod wpływem pruderii i ciasnoty poglądów skłonni byli nie doceniać rzeczywistych walorów kobiecych, to przecież w duchu Chrystusa Kościół na przestrzeni historii - może powoli, niemniej zdecydowanie - zmierzał ku temu, aby kobiety otaczać należnym szacunkiem. Przyznanie tytułu Doktora Kościoła takim świętym niewiastom jak Teresa z Avila, czy Katarzyna ze Sieny jest wymownym świadectwem wspomnianej tendencji.

Dziś szacunek dla niewiast rośnie wraz z przeświadczeniem, że pomyślny rozwój społeczeństwo więcej zależy od wysokiego poziomu moralnego niewiast aniżeli od poziomu moralnego mężczyzn. A prawdę tę wyraziła bardzo trafnie Gertruda von Le Fort, mówiąc: "Jeżeli upada mężczyzna, to upada tylko mężczyzna, ale gdy upada kobieta, to upada cały naród".

Modlitwa

Święty Gerardzie, który tak gorąco pokochałeś najpiękniejszą z niewiast, Niepokalaną Dziewicę Maryję i przez Jej pryzmat patrzyłeś na wszystkie niewiasty, zechciej usłyszeć nasze błagania i przez Twoje wstawiennictwo u Matki Najświętszej pomagaj nam w walce o powszechne poszanowanie wielkiej godności współczesnych niewiast. Jako gorliwy brat zakonny pomagałeś duchowo i materialnie dziewczętom, którym groziło zejście na manowce. Wyproś odmianę dla ludzkich sumień, aby wszyscy kierując się bojaźnią Boga umieli dostrzec w sercu każdej niewiasty święty przybytek Boga. Amen.

(Ojcze nasz, Zdrowaś Maryjo, Chwała Ojcu)


DZIEŃ PIĄTY

Radość macierzyństwa

Cała ludzkość jeszcze nie zdołała w pełni wyrazić zachwytu dla najpiękniejszego fenomenu jakim jest macierzyństwo. Niewiastę dającą życie swemu dziecku nazywamy matką i w tym nazwaniu mieści się cała poezja, to wszystko, co w różnych metaforach moglibyśmy powiedzieć, wyśpiewać, wyrzeźbić i namalować o istocie powołanej do współpracy ze Stwórcą przez dawanie życia nowemu człowiekowi.

Wiadomo jednak, że dziś ten nimb matki został trochę przyćmiony. Zamiast radości, zamiast wielkiej dumy z możliwości bycia matką, wiele współczesnych niewiast przeżywa różnorodne lęki i po prostu pragnie raczej unikać wszystkich konsekwencji związanych z macierzyństwem, z rodzeniem dzieci.
Postawa konsumpcyjna, wygodnictwo, egoizm, brak odpowiedzialności za przyszłość własnego narodu, to wszystko sprzyja lansowaniu nowego modelu rodziny małodzietnej, nowego modelu niewiasty nowoczesnej, która bynajmniej nie chciałaby uchodzić w opinii otoczenia za zacofaną >>kurę domową<< otoczoną tuzinem dzieci.

Zmniejsza się dziś liczba matek, które w płodności i urodzeniu kilkorga dzieci widziałyby specjalne błogosławieństwo Boże. Mało jest śpiewających z radością: "Zamieszkało we mnie życie". Wiele z nich nie myśli o tym, że stałyby się młode młodością swoich dzieci, że w ich biografii przedłużyłyby własne życie. Jakże bardzo zmieniła się mentalność współczesnych kobiet. W Izraelu, narodzie wybranym, każda niewiasta uważała brak dzieci za karę Bożą. Wszystkiego pragnęły mieć liczne potomstwo, gdyż żywiły nadzieję, że może któreś z ich dzieci objawi się oczekiwanym Mesjaszem. Żywić taką nadzieję i snuć takie wyobrażenia stanowiło wielką zaletę niewiast izraelskich. Dziś nam wszystkim brakuje takiej wyobraźni i dlatego narzekamy na brak Mesjaszów, wielkich przywódców narodu, brak ludzi mądrych, genialnych w różnych profesjach, bo nie chciały ich urodzić małoduszne niewiasty.

Wydaje się, że największym postulatem chwili jest przekonywać wszelkimi sposobami całe społeczeństwo, że warto ponosić największe ofiary i wyrzeczenia na rzecz rodzin wielodzietnych, aby młodym małżeństwom dać mieszkanie, aby budować kliniki położnicze, bo od roztoczenia opieki nad rodzącymi matkami zależy tężyzna narodu, który w przeciwnym razie będzie skazany na starzenie się i stopniowe obumieranie. Jeżeli nasz naród wśród rozlicznych doświadczeń dziejowych, wśród nieustannych wysiłków naszych wrogów, aby uczynić nad Wisłą wielkie cmentarzysko, aby wymazać granica Polski z map Europy, jeżeli ten naród mimo to przetrwał i wciąż okazywał tyle zdumiewającej żywotności, zawdzięcza to wszystko dzielnym matkom pochylającym się heroicznie nad kołyskami swoich dzieci.

Od pogłębienia i przywrócenia szacunku dla macierzyństwo, od zmiany klimatu w całym społeczeństwie pod tym względem uzależniony jest w wielkim stopniu renesans radości rodzenia u samych matek. Za przyczyną świętego Gerarda szczególnego opiekuna matek, możemy doczekać się spełnienia zapowiedzi Pisma świętego: Niewiasta gdy rodzi, smutek ma, iż przyszła jej godzina, lecz gdy porodzi dzieciątko, już nie pamięta uciśnienia dla radości, iż się człowiek na świat narodził (J 16,20-21). I chciałoby się na tym miejscu opowiadać o takich matkach szczęśliwych, rozradowanych urodzonymi dziećmi, dla których warto im było żyć. Oto jedna z takich matek, choć przy urodzeniu czterech córek musiano za każdym razem zastosować cesarskie cięcie, stąd sama nazwała je >>cesarzównami<<. Swoją radość wypowiedziała tak: "Dziękuję Bogu za cztery cesarzówny!... Za każdym razem cierpiałem wiele, jednak ufałam Bogu i Niepokalanej oddając wszystko w Ich ręce. Ryzykowałem wiele, bo swoje własne życie. A dziś patrzę na uśmiechnięte i zdrowe buzie moich miłych dzieci, nie żal mi tego, że tak wiele dla nich wycierpiałem, że nieomal nie przypłaciłam życiem tej mojej dla nich miłości".

Modlitwa

Święty Gerardzie, potężny opiekunie matek i rodzin, uciekamy się do Ciebie z prośbą, abyś nam wyjednał u Boga łaski w naszych czasach najpotrzebniejsze. Niech ojczyzna nasza wsławi się bohaterstwem matek o wielkim, pełnym poświęcenia sercu. Spojrzyj z nieba do wnętrza naszych rodzinnych domów i czuwaj nad nami, abyśmy ciesząc się ciepłem rodzinnej miłości nauczyli się żyć godnie według Bożych przykazań, a po dobrze wypełnionych obowiązkach na ziemi, zasłużyli spotkać się w niebie z wielką rodziną świętych. Amen.

(Ojcze nasz, Zdrowaś Maryjo, Chwała Ojcu)


DZIEŃ SZÓSTY

Świadome macierzyństwo

W świecie zwierzęcym podziwiamy Cudnowy instynkt nadany przez Stwórcę, który wspaniale reguluje rozrodczość, aby dany gatunek zwierząt nie zaginą. Człowiek obdarzony rozumem i wolną wolą nie kieruje się wyłącznie niższymi popędami natury, ale może i powinien świadomie pokierować polityką natalną, innymi słowy jest zdolny panować w sposób odpowiadający godności człowieka nad strefą życia seksualnego.

Pod wpływem różnego rodzaju kryzysów, jak kryzys gospodarczy, brak mieszkań, słabe zarobki, rodziny współczesne uznały za zbyt wielką inwestycję urodzenie i wychowanie dziecka. Istnieją również racje zdrowotne, jakaś słabsza kondycja dzisiejszych niewiast, brak dostatecznej opieki oraz brak elementarnych środków higienicznych i lekarskich w przychodniach i klinikach położniczych. To wszystko napawa lękiem i utrwala niezdrowy trend, aby za wszelką cenę unikać ciąży, nie rodzić dzieci.

Powstały w tym celu różne instytucje, jak na przykład "Towarzystwo Rozwoju Rodzin", "Towarzystwo Świadomego Macierzyństwa". I nie byłoby nic złego w powstawaniu podobnych instytucji, gdyby one uczciwie naświetlały problemy życia seksualnego i problemy regulacji urodzin w sposób pełny, wszechstronny, kompleksowy, a więc uwzględniający prawo Boże i prawa natury. Niestety, w przeważającej części wydawane instrukcje, pouczenia, ulotki nacechowane są irracjonalną demagogią i sieją raczej dezinformację. W celu planowania rodziny i regulacji urodzin, proponuje się różne środki antykoncepcyjne mechaniczne i chemiczne, a w końcu tak zwany "zabieg", czyli usuwanie poczętego dziecka z łona matki. Nieuczciwie przemilcza się przy tym ujemne skutki sztucznych środków antykoncepcyjnych, a szczególnie skutki usuwania ciąży.

Nie mówi się więc o tym, że nieuczciwie, bo przeciwne naturze praktyki są przyczyną wielu nerwic u niewiast, wielu chorób macicy (nadżerki, rak), a już szczególnie sztuczne poronienie powoduje takie następstwa, że kobieta staje się w wielu przypadkach już niepłodna, albo pozbawiona możności utrzymania następnej ciąży w przyszłości. A przecież to jeszcze, nie wszystko. Bo dlaczego na przykład nie mówi się jeszcze, że wiele kobiet nawet po "udanym zabiegu" ląduje w zakładzie psychiatrycznym? Jakże niski jest chwyt tej propagandy, głoszącej, że dzieci nas zgubią! To nieprawda! Zgubimy się sami, bo zaczynami się odczłowieczać.

Jeżeli więc świadome macierzyństwo miałoby się ograniczać do umiejętności likwidowania skutków uprzedniej lekkomyślności i ślepego ulegania namiętnościom, to nie nazywajmy tego świadomym macierzyństwem. Świadome macierzyństwo polega na przygotowaniu się już w młodości, na długo przed małżeństwem. Trzeba po prostu uczyć się i wczuwać się w rytm własnej natury. Przy troskliwej obserwacji możliwe jest obliczanie tak zwanych dni płodnych i niepłodnych, aby w okresach bezpłodności korzystać z praw małżeńskich dla podtrzymania wzajemnej miłości małżonków, a innym razem zastosować wstrzemięźliwość okresową, która też jest sposobem miłowania. Oczywiście, potrzebny jest tu odpowiedni stopień kultury duchowej. Wielu dzielnych małżonków w oparciu o wskazania Ewangelii uczą się takiej wstrzemięźliwości i swoją postawą dowodzą, że człowiek nie musi kapitulować wobec potęgi seksualnej. U tych dzielnych ludzi pojęcia życia seksualnego nie kojarzy się wyłącznie z przyjemnością, ale stanowi twórczy dynamizm pogłębiający delikatne niuanse ich wzajemnej miłości. Świadome macierzyństwo, to pochylenie się z szacunkiem i radością nad życiem już poczętym w łonie matki i takie zachowanie się matki, które zapewni wszystkie warunki, aby dziecko obdarzyć zdrowym ciałem i zdrową psychiką. Zachowanie się obydwu rodziców, ale szczególnie matki wobec dziecka w okresie embrionalnym decyduje w znacznym stopniu o jego prawidłowym rozwoju.

Świadome macierzyństwo to również racjonalne i higieniczne przygotowanie się do porodu dziecka, niejako uczenie się porodu. Korzystanie z fachowej porady lekarzy ginekologów z pewnością okaże się bardzo cenne, choćby nauczyli tylko prawidłowego oddechu. Ćwiczenie dość wczesne głębokiego oddechu przyczynia się do lepszego dotlenienia całego łożyska płodowego i rozprężania mięśni. Wcześnie wypracowana umiejętność głębokiego oddechu stanie się bardzo pomocna do tak zwanego "parcia" przy porodzie, który dzięki takim przygotowaniom dokonuje się w sposób mniej bolesny i pozwala na nie stosowanie sztucznych środków znieczulania; te bowiem nie są korzystne dla dziecka.

Świadome macierzyństwo dla niewiasty wierzącej, to głębsze przeżywanie obecności Boga, który tak bardzo honoruje ją do współpracy ze sobą w powołaniu do życia nowej istoty ludzkiej. Głębsze przeżycia religijne niewiasty brzemiennej nie pozostają bez wpływu na kształtowanie się psychiki dzieciątka rozwijającego się w jej łonie, aby potem na wszystkich etapach jego samodzielnego życia mogło zasłużyć na tytuł człowieka uczciwego i religijnego, homo religiosus.

Modlitwa

Święty Gerardzie, nie było by Ciebie na świecie, nigdy nie cieszyłbyś się urokami słonecznej, ojczystej ziemi, nie poznałbyś prawdy o Jezusie Zbawicielu i niebo zostałoby pozbawione Twego tryumfu świętości, gdyby Twoja Matka nie chciał Cię urodzić. Oglądając Boga twarzą w twarz, rozumiesz doskonale wartość życia i śpiewasz hymn dziękczynny za szlachetność matki, która Cię zrodziła. Pochyl się nad naszymi matkami i wyproś im taką dojrzałość duchową, aby ich miłość macierzyńska wznosząc się ponad wszystkie przeszkody służyła do przysporzenia wielbicieli Boga tu na ziemi i kiedyś w niebie. Amen.

(Ojcze nasz, Zdrowaś Maryjo, Chwała Ojcu)


DZIEŃ SIÓDMY

W obronie życia

Matka Teresa z Kalkuty wypowiedziała znamienne zdanie, że "Największym zagrożeniem dla pokoju jest zabijanie dzieci w łonach matek". I wstyd i przerażanie ogrania człowieka ilekroć staje przed tym zagadnieniem. Jednakże dziś nie wolno tego przemilczać, owszem należy wołać z całych sił, aby budzić sumienia ludzkie, zanim Bóg rozpocznie karać za zbrodnie dokonywane na dzieciach poczętych, jeszcze nienarodzonych, a jeśli wierzyć statystykom, tych zbrodni dokonuje się w naszym kraju około 700 tysięcy w skali rocznej.

Nikt nie jest upoważniony i nikt nie ma podstaw do twierdzenia, że płód ludzki w początkowej fazie nie jest jeszcze człowiekiem. Przeciwnie, dziś wszelkie dowody medyczne i naukowe coraz mocniej potwierdzają, że od pierwszej sekundy poczęcia płód posiada podstawowe atrybuty osoby ludzkiej, że jest faktycznie osobą. Od pierwszej chwili poczęcia około 10 000 genów decyduje już o zewnętrznym wyglądzie poczętego człowieka i w pewnym sensie decyduje o jego losie. Już wtedy zostają ustalone: wzrost, płeć, kolor włosów, oczu, skóry.

Jeżeli więc od początku mamy do czynienia z osobą ludzką, nie można tej osobie, tym bardziej gdy ona jest bezbronna, odmawiać praw przysługujących innym urodzonym już dzieciom.

Ojciec święty Pius XII w przemówieniu do położnych, dnia 29 X 1851 roku, powiedział: "…Dziecko w łonie swej matki, otrzymuje prawo do życia bezpośrednio od Boga, a nie od rodziców czy od jakiejś społeczności lub władzy ludzkiej. A więc żaden człowiek, żaden autorytet ludzki, żadna władza, żadne >>wskazania<< medyczne, eugeniczne, społeczne, ekonomiczne, czy moralne nie dają należytego tytułu do rozporządzania bezpośrednio i z rozmysłem niewinnym życiem ludzkim".

Pewna matka zrozumiała wielkość zbrodni określanej mianem >>zabiegu<<. Udała się do lekarza z żądaniem, aby jej oddał dziecko, to dziecko, które zabił. Właśnie to, nie inne. Ale nie był w stanie tego uczynić. Skoro nie, to dlaczego uważał się za pana życia i śmierci?
Wskazanie >>zabiegu<< nie możne być >>wskazaniem lekarskim<<, bo lekarz ma stać na straży życia zawsze. >>Wskazania lekarskie<< są wyraźnym odejściem od zasad Hipokratesa postawionych przed medycyną.

Podczas pierwszej swojej pielgrzymki do ojczyzny Ojciec święty Jan Paweł II powiedział: "Jeśli się naruszy prawo człowieka do życia w tym momencie, w którym poczyna się ono jako człowiek pod sercem matki, godzi się pośrednio w cały ład moralny, który służy zabezpieczeniu nienaruszalności dóbr człowieka. Życie jest pierwszym wśród tych dóbr. Kościół broni prawa do życia nie tylko z uwagii na majestat Stwórcy, który jest tego życia pierwszym Dawcą, ale równocześnie ze względu na podstawowe dobro człowieka" (Nowy Targ, 8 VI 1979).

Na innym miejscu papież powiedział: "…Modlę się o to stale, aby rodzina polska dawał życie, żeby była wierna świętemu prawu życia".
Do wypowiedzi Ojca świętego dorzućmy jeszcze zdania Prymasa Tysiąclecia, Kardynała Stefana Wyszyńskiego: "Tam, gdzie chodzi o obronę życia nienarodzonych, nie trzeba odwoływać się do problemów wiary czy niewiary. Wystarczy być człowiekiem". A innym razem wyraził się tak: "Serce burzy się na myśl, że ta istota, mająca prawo do życia i do własnych dziejów, musi zginąć".

Istnieją takie przeżycia, które przybliżają niektórym ludziom zrozumienie, że usuwanie ciąży jest wielką zbrodnią. Przychodzą takie otrzeźwienia, tylko niekiedy zbyt późno. Ale lepiej późno niż nigdy.

Jedna z bohaterskich matek złożyła zeznanie: "Mąż nie chciał tego dziecka. Przez cały okres ciąży urządzał mi sceny, awantury,… dochodziło do rękoczynów. Nakazywał i domagał się, abym usunęła ciążę. Osamotniona w tej rozterce, bo nawet własnej matce nie chciałam się zwierzyć z tego kłopotu, przetrzymałam wszystkie szykany. Kiedy dziecko się urodziło, pewnego dnia mąż zaglądał do kuchni, gdzie kąpałam moją maleńką córeczkę, powiedział: >>Widać, jak to dziecko rwie się do życia<<. Odpowiedziałam: >>Weź ją teraz i zabij, to chociaż krzyknie broniąc się<<. Mąż wyszedł ze łzami w oczach. Zrozumiał".

W niektórych krajach na Zachodzie, szczególnie pod wpływem zrzeszenia ludzi w tak zwanej "Błękitnej Armii Matki Bożej Fatimskiej" rozwija się specjalna akcja duchowej adopcji dzieci poczętych i zagrożonych, których matki powodowane lękiem przeżywają straszliwe chwile wahań, a potem decydują się na usunięcie ciąży. Ludzie rozumiejący tragiczne położenie bezbronnych istot rozwijają nad nimi parasol modlitw, Komunii świętych, umartwień i ofiar, aby matki nie posuwały się do zbrodniczych czynów. Otóż i nasze nowenny i modlitwy pod patronatem świętego Gerarda stanowią rodzaj ochronnego parasola. Przyłączmy się do tej krucjaty modlitw!

Modlitwa

Święty Gerardzie, troskliwy opiekunie matek! Bóg w swojej dobroci obdarzył Cię nadzwyczajnym charyzmatem rozpoznawania duchów, czytania i odgadywania, co dzieje się w sercach ludzi. Pospiesz z Twoją cudowną pomocą dziś i zechciej uciszyć burze, lęki i czarne myśli wielu matek borykających się samotnie pośród trudnych problemów współczesnego życia. Wyproś im czułe i odważne sumienia, aby wykazując najwyższy stopień miłości macierzyńskiej stały na straży życia wszystkich dzieci, którymi Bóg zechce ich obdarzyć. Amen.

(Ojcze nasz, Zdrowaś Maryjo, Chwała Ojcu)


DZIEŃ ÓSMY

Aby nie gwałcić instynktu macierzyńskiego

Słowo matka jest najpiękniejszym słowem świata. Z pojęciem matki łączymy zawsze to, co słodkie, kochające, czułe, czego nic na świecie zastąpić nie może. Tytuł matki kojarzy się z ciepłem, bezpieczeństwem, z rozkwitaniem życia. Zatem, czy to nazwanie można łatwo zestawić z określeniem >>zbrodniarka<<?

W świecie współczesnym zwolennicy fałszywie pojętej polityki demograficznej, opowiadając się za legalizacją usuwania ciąży, starają się wszelkimi sposobami i pseudoracjami usprawiedliwić niewiasty i uwolnić je od oskarżającego epitetu >>zbrodniarki<<. W tym celu próbują osłabić wagę całego problemu i uspokoić sumienie niewiast stosując eufemistyczny termin >>zabieg<<. Mają też za złe Kościołowi, który mówi bez ogródek, że usuwanie ciąży jest zbrodnią, najbrutalniejszym morderstwem. Po co takie słownictwo? - mówią, to przecież wywołuje potworny szok! Tymczasem nazwanie rzeczy po imieniu nie jest tak wielkim szokiem, a raczej zbawienną przestrogą. Prawdziwym szokiem dla wielu niewiast są późniejsze wyrzuty sumienia. I nad tym zagadnieniem trzeba się zastanowić, aby nie zasłużyć sobie na moralną udrękę wewnętrzną, gdy zbliżać się będzie czas rozrachunku z Bogiem. Niech ostrzeżeniem będą następujące wyznania tych matek, którym sumienie i pogwałcony instynkt macierzyński nie daje spokoju aż do śmierci. Oto wypowiedź jedna z wielu: "Byłam głupia i nie myślałem o konsekwencjach moralnych, o własnym sumieniu - zabiłam dziecko przez tak zwany >>zabieg<<. Cóż z tego, że… potem urodziłam jeszcze dwoje zdrowych dzieci…, ale mam splamione ręce i nie przywrócę tamtego życia".

A oto wyznanie innej zrozpaczonej: "Mimo że się z tych wszystkich potwornych grzechów wyspowiadałem i dzięki gorącej modlitwie do Matki Bożej całkowicie odmieniłam swoje życie, to wyrzuty sumienia, które mną targają, przyprawiają mnie o taką bezgraniczną rozpacz, iż wydaje mi się, że oszaleję. Teraz chciałabym raczej umrzeć, niż zamordować swoje dziecko nienarodzone, ale niestety, niczego już nie da się odwrócić. Są chwile, kiedy wołam: Przebaczcie swej wyrodnej matce, moje biedne nienarodzone dzieci, przebaczcie mi!"

Bardzo szokujący jest film doktora Bernarda Natansona pod tytułem: "Niemy krzyk". Warto wyświetlić ten film wszystkim niewiastom i mężczyznom, lekarzom i pielęgniarkom, aby przez ten szok uchronić ich od stokroć gorszej udręki sumienia. Jeden z dziennikarzy Bogusław Polita po obejrzeniu tego filmu dokonał takiego opisu: "Na ekranie widzę sektorowy obraz ultradźwiękowy 12-tygodniowego nienarodzonego dziecka. Wyraźnie zarysowane serce bije w tempie około 140 uderzeń na minutę. Dziecko wkłada sobie czasem kciuk do ust. Nie przeczuwając, co je czeka za chwilę, porusza się spokojnie w swoim sanktuarium, w macicy. Nagle pojawia się końcówka ssąca, śmiertelny przyrząd, który za chwilę zaatakuje dziecko. Gdy końcówka zbliża się do dziecka, ono stara się od niej odsunąć. Jest teraz niespokojne, silnie pobudzone. Próbuje oddalić się od przyrządu. Choć końcówka jeszcze nie dotknęła jego ciała, jest ono już bardzo przestraszone. Porusza się gwałtownie. W tej chwili widzę usta dziecka szeroko otwarte, wydaje niemy krzyk! Tętno wynosi teraz około 200 uderzeń na minutę".

Doprawdy trzeba mieć bardzo silne nerwy, aby na ekranie śledzić cały proces usuwania ciąży. Jakaż to dehumanizacja człowieka, który podejmuje się tego czynu z zimną krwią!

Można przewidzieć, że wiele matek nie będzie miało okazji do oglądania wspomnianego filmu, albo tez zabraknie im odwagi czy psychicznej wytrzymałości, aby uczestniczyć w takim seansie. W takim wypadku źródłem inspiracji ku dobremu może się okazać wymyślony przez poetkę scenariusz rozmowy nienarodzonego dziecka ze swoją matką:

"Nie zabijaj!
Mamusiu! To nic, że jestem bardziej podobny do fasolki albo kijanki, ja po prostu jestem.
Mam duszę, główkę, rączki, nóżki. Czuję Ciebie.
Nieśmiało zagłębiam się coraz bardziej w Twój krwiobieg.
Żyję tylko Tobą. Słyszę niespokojne uderzenia Twojego serca.
Słyszę, jak wystukuje dla mnie telegram śmierci.
Tylko nie to! Pozwól mi żyć!
Pozwól zobaczyć blask słońca,
pozwól zachwycić się pięknem kwiatu
pozwól spojrzeć w Twoje oczy
i kroczyć ufnie obok Ciebie.
Nie zabijaj! Bo może się zdarzyć,
że już nikt nigdy nie powie Ci >>Mamo<<.
Nikt ufnie nie włoży swej ręki w Twoją dłoń.
Nikt nie zamknie Twoich gasnących oczu w godzinę śmierci.
Nie zabijaj! Bo będę wyrzutem sumienia do końca Twoich dni!
(Zofia Sokołowska)

Modlitwa

Święty Gerardzie, który z taką delikatną i uprzedzającą miłością spieszyłeś z materialną i duchową pomocą słabym niewiastom, gdy groziło im zejście na manowce życia, ogarnij swoją cudowną opieką nasze siostry i matki. Prowadź je po drogach trudnego życia i czuwaj szczególnie w krytycznych momentach, kiedy ważą się losy nie tylko ich niewinnych dzieci, ale również zagrożone jest ich własne szczęście wieczne. Amem.

(Ojcze nasz, Zdrowaś Maryjo, Chwała Ojcu)


DZIEŃ DZIEWIĄTY

Wychowawcza rola matki

Notujemy dziś szeroko rozpowszechnione zjawisko dezintegracji człowieka, który nie rozumie sam siebie i tym bardziej trudno mu zrozumieć drugiego człowieka. Rodzice narzekają, że nie rozumieją własnych dzieci. A kiedy dziecko stanowi nieodgadnioną tajemnicę i wszystko, co się w dziecku ujawnia, zaskakuje rodziców, jakże trudno mówić o jakiejś trwałej i przejrzystej recepcie na jego dobre wychowanie.

Przed laty zorganizowano w "Tygodniku Powszechnym" ankietę na temat wychowania. Jeden z uczestników wyznał, że będąc jeszcze studentem i kawalerem zdążył wypracować sobie przynajmniej trzy teorie wychowania, trzy możliwe optymalne warianty wychowania. "A teraz - pisał dalej - gdy się ożeniłem i mam troje dzieci, nie mam żadnej teorii wychowania".

W rodzinnym domu świętego Gerarda nie było mebli na wysoki połysk, ze wszystkich stron wyglądała bieda i niedostatek. Zbyt wcześnie Gerard musiał podjąć pracę zarobkową, alby dzielnie pomagać matce w jej obowiązkach utrzymania całej rodziny. Jego matka, prosta kobieta wiejska nie znała zasad pedagogiki ani psychologii rozwojowej. Wiedziona jedynie matczyną intuicją zdołała rozwinąć ciepłą atmosferę i silne związki miłości rodzinnej w swoim domu. Największym bogactwem jakie przekazał swoim dzieciom, aw pierwszym rzędzie Gerardowi, okazało się dobre wychowanie oparte na motywacjach religijnych.

Przez gorliwe spełnianie praktyk religijnych, każda rodzina jest władna stać się >>kościołem domowym<<, gdzie łatwiej przezwyciężyć egoizm, zarozumiałość, agresywność, nieustępliwość i lenistwo. Dziś w naszym kraju po wielu przykrych doświadczeniach z tak zwanym świeckimi metodami wychowania w szkole, w harcerstwie, wielu rodziców dochodzi do przeświadczenia, że podstawą wszelkiego wychowania gwarantującą dobre owoce musi być wychowanie religijne. Co więcej, najbardziej zdolną i odpowiednią mistrzynią w wychowaniu religijnym jest niewiasta - matka. Ojciec święty Jan Paweł II w Liście Apostolskim o godności i roli kobity Mulieris Dignitatem podkreśla wyraźnie te wyjątkowe prerogatywy niewiasty w dziedzinie wychowania, kiedy pisze: "Niewiasta, jako rodzicielka, jako pierwsza wychowawczyni (wychowanie zaś jest duchowym wymiarem rodzicielstwa) posiada swoiste pierwszeństwo wobec mężczyzny" (MD 19). Matka jest autorytetem dla dziecka we wczesnych latach jego dzieciństwa, ale też te pierwsze lata najbardziej rzutują na późniejsze kształtowanie się jego osobowości. Gdy pod czułym okiem matki dziecko nauczy się odnosić wszystko do Boga, gdy wdroży sobie od kołyski przeświadczenia, że święta jest każda kruszyna chleba, że święty jest każdy grosz zroszony potem zapracowanych rodziców, że święta jest każda praca, że święta jest godność człowieka i nie wolno jej znieważyć, że święta jest cudza własność i obrzydliwą jest rzeczą bezprawne przywłaszczenie sobie czyjegoś mienia, wtedy dziecko wyniesie z domu rodzinnego największe bogactwo duchowe i tego skarbu i posagu nikt nie zdoła mu odebrać.

Wiele współczesnych matek popełnia w wychowaniu błąd przez przesadne zapobieganie najdrobniejszym potrzebom i zachciankom dziecka. Mówią bardzo często: "Miałam trudne dzieciństwo w czasie wojny, w czasie okupacji, w czasach gospodarczego kryzysu, a wiec niech przynajmniej moje dzieci doznają wszelkich dóbr w nadmiarze. Wyręczają też swoje dzieci od wszelkich obowiązków, aby tylko oddawały się nauce i rozrywkom. Jest to zgoła fałszywe podejście, gdyż w ten sposób nie wdraża się dziecka do samodzielności, a brak usamodzielnienia mści się w bliższej lub dalszej przyszłości, gdyż zwykle tak >>wypieszczone<< dzieci buntują się przeciw >>zbyt dobrym rodzicom<<.

Oczywiście, źle również było by wpadać w przeciwną skrajność i w zbytniej surowości wymagać od dzieci więcej niż pozwalają ich rzeczywiste zdolności. Jak pobłażanie nie sprzyja rozwijaniu się samodzielności, nie uczy zdyscyplinowania, tak surowość może wywołać stany lękowe, nieufność do otoczenia i utratę wiary we własne siły.

Delikatna i tak ważna sprawa dobrego wychowania dzieci nabierze właściwego kierunku, jeżeli katolickie matki nie ograniczą się tylko do zawierzenia wskazówkom uczonych pedagogów. Jest to doprawdy za mało wobec tego, że każde dziecko jest niepowtarzalną i zaskakującą tajemnicą. Dopiero głęboka religijność, czerpanie światła z Ewangelii pomoże skutecznie matkom prowadzić swe dzieci ku wszechstronnej dojrzałości. Będzie więc to dojrzałość intelektualna, aby umiały trafnie, realistycznie i bez przesady w żadnym kierunku oceniać siebie i innych ludzi. Będzie to również dojrzałość emocjonalna polegająca na umiejętności panowania nad zmiennymi nastrojami, wystrzegając się pesymizmu jaki i przesadnej egzaltacji. Wreszcie będzie to dojrzałość społeczna, a więc otwartość na potrzeby innych ludzi, szeroko pojęty altruizm, gotowość do dzielenia się z innymi wszelkimi dobrami materialnymi i bogactwem duchowym.

Modlitwa

Święty Gerardzie, który otrzymałeś od Boga tyle nadzwyczajnego światła, że rozumem i roztropnością w zdumienie wprawiałeś uczonych, a prostotą podbijałeś serca prostaczków. Uproś naszym rodzicom, a już szczególnie matkom wysokie umiejętności takiego wychowania dzieci i młodzieży, aby żadne zło nie zafascynowało młodocianych umysłów i serc powierzonych ich pieczy. Spraw swoim wstawiennictwem u Boga, aby wszystkie dzieci w naszych polskich rodzinach żyły nadzieją świetlanej przyszłości i mogły spokojnie wzrastać z pożytkiem dla Kościoła i Ojczyzny. Amen.

(Ojcze nasz, Zdrowaś Maryjo, Chwała Ojcu)