Nowenna do św. Gerarda - Patrona dobrej spowiedzi

Nowenna do św. Gerarda - PATRONA DOBREJ SPOWIEDZI

DZIEŃ PIERWSZY

Godność chrześcijanina

Jedną z najważniejszych refleksji w naszym życiu jest zastanowienie się nad nasza godnością dzieci Bożych. Godność tę otrzymaliśmy na chrzcie świętym. Mieliśmy ją pielęgnować i rozwijać przez częste przystępowanie do sakramentów świętych, przez doskonalenie naszej modlitwy jako rozmowy intymnej i szczerej z najlepszym Ojcem w niebie, wreszcie przez wysiłki w życiu codziennym, aby unikać zła i pełnić tylko dobro.

Spoglądając wstecz na przebytą już drogę naszego życia, być może, przyjdzie nam raczej opłakiwać, że tej godności nie umieliśmy docenić, że bardzo często nasza psychika okazywała się słaba, że sugestywnie ulegaliśmy złym wpływom świata, że zbyt łatwo i bezkrytycznie wypożyczaliśmy się niskim sprawom tej ziemi zatracając smak do spraw Bożych. Wielu ludzi zbyt późno się spostrzega, że goniąc wyłącznie za wartościami doczesnymi pozwoliło się ogołocić z wyższych i najważniejszych wartości duchowych. Dobrze, gdy niejeden z nich spostrzeże się w porę, jak święty Augustyn po swoim nawróceniu, kiedy z żalem powtarzał: "Miłości wielka i niepojęta, zbyt późno umiłowałem Ciebie".

Podobnych wyrzutów sumienia nie przeżywał święty Gerard. Nie miał on w swoim życiu wielkich wstrząsów i załamań, upadków i dźwigania się z ciężkich grzechów. Od dziecinnych lat wykazywał zawsze dziwną i stałą wierność dla Bożych natchnień i Bożej łaski.

Z całą pewnością wielką zasługę miała dobra, pobożna matka, która zdołała wpoić w serce Gerarda zdrowe, szlachetne i wzniosłe zasady postępowania. Wpływ matki okazał się tak silny, że i poza rodzinnym domem, gdy zetknął się z innym środowiskiem, już mu nie mogło zaszkodzić żadne zło, ani zakłamanie i obłuda, ani egoistyczna pazerność osób pozbawionych poczucia sprawiedliwości, ano frywolność moralnie zepsutych ludzi. Nawet w najgorszym środowisku nie zapomniał on o stałej obecności Bożej i o swej godności dziecka Bożego.

Szczególnie kontemplacja Jezusa Chrystusa, który śmiercią na krzyżu odkupił świat, doprowadziła Gerarda do zrozumienia, jak wielką miłością otacza Bóg człowieka, że dla jego zbawienia posłał na świat Syna swojego jedynego. W dramacie męki Chrystusa zobaczył też, jak wielką zniewagą Boga i pogardzeniem Jego miłości jest każdy grzech człowieka. Dlatego to święty Gerard bał się i brzydził się najmniejszym grzechem.

Uderzyć nas musi wielka różnica między nastawieniem świętego Gerarda a postawą wielu współczesnych ludzi, którzy nie tylko nie boją się grzechu, ale nie chcą uważać za grzech i nie chcą nazwać grzechem nieuczciwego postępowania w różnych dziedzinach. Popełniając różne nieprawości, a nawet zbrodnie, nie liczą się faktem nieuniknionym, że przyjdzie im zdawać dokładny rachunek z życia przed Bogiem wszystkowiedzącym i Sędzią sprawiedliwym. Tracą przez grzech godność dzieci Bożych pozbawiają się nie tylko nadprzyrodzonych relacji z Bogiem, ale również w wymiarze naturalnym ulegają dehumanizacji. Dlatego też za pośrednictwem Gerarda wypada nam prosić Boga o pogłębienie wiary, o tęsknotę za godnością dziecka Bożego, o uwrażliwienie naszych sumień, aby wzrastał w nas zbawienny lęk przed grzechem i prawdziwa odraza do grzechu - horror peccati.

Modlitwa
Święty Gerardzie, dzięki składam Bogu najświętszemu, że wybrał Ciebie z pomiędzy tysięcy ludzi na szczególnego miłośnika Jezusa Chrystusa, naszego Odkupiciela. Ty tak umiałeś docenić i szanować w sobie godność dziecka Bożego. Z wielkim wstydem spoglądam na krętą drogę mojego życia, kiedy to odchodziłem od Boga gardząc Jego miłością dla podłej, przemijającej zachcianki grzesznej. Wyproś mi światło, abym umiał rozróżniać dobro od zła. Wyjednaj mi pomoc Boga, abym przezwyciężył swoją słabość i ograniczenie w chwilach pokusy, abym zdobył się na stanowczą walkę z moimi nałogami. Wstawiaj się za mną do Jezusa i Mary. Amen.

(Ojcze nasz, Zdrowaś Maryjo, Chwała Ojcu).


DZIEŃ DRUGI

Człowiek wobec Prawa Bożego

Pośród zapisków jakie święty Gerard zostawił po sobie, znajdujemy takie zdanie: "Jakże szczęśliwy jest człowiek, który niczego nie pragnie, jak tylko tego, czego Bóg chce! ". Kiedy pewnego razu pod furtką klasztorną wędrowny żebrak zagrał Gerardowi na flecie i zanucił pieśń zaczynającą się od słów: "Niech się spełni wola Boża" - święty Gerard wpadł w zachwyt, a oczy jego zapłonęły nadzwyczajnym blaskiem. Bo też pragnieniem całego jego życia było wierne wypełnianie woli Bożej. Jego delikatne sumienie skłaniało go to wielkiej gorliwości, aby zachować wiernie nie tylko dziesięć przykazań Bożych, ale i prawa ustanowione przez Kościół. Wydaje się, że proporcjonalnie do tej heroicznej wierności dla prawa Bożego i praw Kościoła pogłębiła się w nim wiara w Opatrzność Bożą. Będą wierny wobec Boga, był święcie przekonany, że i Bóg ze swej strony jeszcze bardziej wierny, niczego mu nie odmówi. Stąd w jego życiu notujemy tyle nad podziw ufnych próśb do Boga o rzeczy wprost cudowne. Tylko człowiek tak bezgraniczne oddany Bogu, posłuszny Jego przykazaniom i natchnieniom może mieć odwagę oraz bezgraniczną, wprost dziecięcą i rozbrajającą ufność, aby prosić Boga o rzeczy prawie niedorzeczne, niemożliwe, o cud.

Gerard wiedział, że nic na świecie nie dzieje się bez woli Boga, bez Bożego dopuszczenia. Stąd też i cierpienia zarówno fizyczne jak i moralne, które na niego spadały, uważał za szczególną okazję i szansę swego uświęcenia zaprogramowaną mu przez dobrego Boga.

Konkretne zamierzenia swojej woli Bóg bardzo często przekazuje nam za pośrednictwem innych ludzi, już to naszych rodziców, wychowawców, przedstawicieli hierarchii kościelnej, już to przez przełożonych w odnośnych środowiskach pracy. U świętego Gerarda uległość dla przełożonych, w których widział zastępców samego Boga, posunięta była do heroizmu. W tamtych czasach nikt mu jeszcze nie tłumaczył, że po linii chrześcijańskiego personalizmu posłuszeństwo przełożonym nie musi być ślepe, ale należy je kultywować rozumnie z pełną świadomością o własnej godności i o ludzkich ograniczeniach u przełożonych. Dlatego też nie musimy bynajmniej naśladować Gerarda, gdy on będąc posłusznym ślepo i dosłownie wczołgał się do pieca, na rozkaz przełożonego wypowiedziany przecież nie na serio lecz żartem. Nie musimy go naśladować, ale nie możemy też wyśmiewać się z takich zachowań, gdyż kierowała nim zawsze miłość i pragnienie naśladowania posłusznego Zbawiciela. Miłość do Boga, umiłowanie Jego najświętszej woli, to się liczy.

Nam, niestety, brakuje tej miłości. Kierujemy się egoizmem. Taki w nas przerost indywidualizmu, że z wielką trudnością zdobywamy się na subordynację wszelkim przełożonym, choć zdajemy sobie sprawę, że jest to nieodzowne dla osiągnięcia wspólnego dobra w dobrze zorganizowanej społeczności. A skoro w stosunku do ludzi reprezentujących jakąkolwiek władzę ujawniamy dużą dozę krytycyzmu i kontestacji, niekiedy jawnego lekceważenia, a nawet buntu, to jakże łatwo o przeniesienie tego ducha nieposłuszeństwa i fałszywie rozumianej wolności na teren naszego stosunku do najwyższego Prawodawcy, jakim jest Bóg.

Z całą pewnością ujemny wpływ w dziedzinie poszanowania przykazań Bożych wywierają niesprawiedliwe układy na całym świecie, gdzie silniejsi najczęściej decydują o stanowieniu złego prawodawstwa. Lekceważąc i łamiąc, gdzie się tylko da, niesprawiedliwe przepisy prawne ustanowione przez ludzi, tracimy powoli również szacunek dla Dekalogu. A przynajmniej wynajdujemy mnóstwo usprawiedliwiających wybiegów, aby prawa Bożego nie zachować. I tak na przykład, ciesząc się zdrowiem i nie mając poważnej przeszkody, zadawalmy się wysłuchaniem Mszy świętej w domu przez radio , gdy tymczasem znamy dobrze obowiązek bezpośredniego uczestnictwa w ofierze eucharystycznej w kościele. Albo, przez długie miesiące ani nam w głowie, aby przystąpić do spowiedzi świętej, bo mówimy w zarozumiałości: "Po co mi jakiś pośredniczący kapłan między mną a Bogiem?!". A przecież do apostołów powiedział Chrystus, Założyciel całej ekonomii zbawienia w Kościele: Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymacie, są im zatrzymane (J 20,23).

W klimacie ogólnego upadku moralności, gdzie panoszy się obłuda, zakłamanie nieróbstwo i kradzieże, naśladujemy innych w tychże błędach i brak nam wyobraźni, aby sobie uprzytomnić własną krzywdę, gdyby ktoś nas okradł, wprowadził w błąd, oszukał, wydał przeciw nam fałszywe świadectwo.

Patrząc na wyuzdanie i brak skromności wielu ludzi, spotykając się z zalewem pornografii w literaturze i twórczości artystycznej, mogłoby się komuś wydawać, że Boże przykazania: Nie cudzołóż! Nie pożądaj żony bliźniego twego! - nie są odpowiednie na dzisiejsze czasy, jako zbyt przesadne i purytańskie. Ale na końcu, czy rozpustni nie ulękną się suwerennego Sędziego, który jest władny nagradzać czystych chwałą w niebie, jak świętego Gerarda za jego niewinność, i który jest władny karać za zlekceważenie swoich świętych nakazów? I w jaki sposób będą mogli usprawiedliwić się przed Bogiem, jedynym Panem życia i śmierci, ci wszyscy, którzy złamali Jego przykazanie: Nie zabijaj?! Czy odważą się przytoczyć na swoją obronę nieuczciwą ustawę ateistycznych prawodawców, która zabójstwo dziecka w łonie matki nazywa eufemistycznie "zabiegiem"?

O, jakże potrzebni są święci tego rodzaju, jak Gerard, aby wypraszali nam bojaźń Bożą i poszanowanie Bożych przykazań.

Modlitwa
Święty Gerardzie, tak bardzo rozmiłowany w pełnieniu woli Bożej, zwracam się do Ciebie w mojej słabości, abyś mi wyprosił łaskę zbawiennej bojaźni Bożej i wiernego zachowania Bożych przykazań. Jako brat zakonny tyle razy towarzyszyłeś misjonarzom w ich pracach apostolskich i umiałeś wzruszać sumienia wielkich grzeszników, aby powracali na drogę uczciwego życia. Wyproś i mnie stałość w zachowaniu przymierza z Bogiem i umiłowania Jego świętej woli zarówno w zdrowiu jak i w chorobie, pośród radości i smutków, w powodzeniu i w przeciwnościach. Amen.
(Ojcze nasz, Zdrowaś Maryjo, Chwała Ojcu)


DZIEŃ TRZECI

Pokutne powroty do Boga

Święty Gerard całkowicie i bez reszty zorientowany i ukierunkowany ku Panu Bogu, brzydził się najmniejszym grzechem i wolał raczej śmierć ponieść niż Boga obrazić jakąś niewiernością. Ale chociaż był tak sprawiedliwy i święty, przecież nie dowierzał swojej naturze i trzymał ją w ryzach zadając sobie różne umartwienia i dla wzmocnienia swej woli odmawiał sobie nawet rzeczy dozwolonych. Całe więc jego życie było pełnieniem pokuty, pokuty prewencyjnej z myślą o swoim zbawieniu, aby się ustrzec od grzechu, i pokuty ekspiacyjnej, wynagradzającej za grzechy innych. Jako brat zakonny w zgromadzeniu misyjnym pod wezwaniem Najświętszego Odkupiciela cały był ogarnięty ideą wyrywania ludzi z niewoli grzechowej. Na jego wargach często pojawiała się taka modlitwa: "Okaż nam, Panie, miłosierdzie Twoje i nie bądź na nas zagniewany na wieki". Wyrażał też takie pragnienie: "Chcę, aby wszystkie moje modlitwy, dobre uczynki w połączeniu z zasługami Jezusa Chrystusa, przyczyniły się do nawrócenia grzeszników".

Dzięki tym gorącym modlitwom i umartwieniom Bóg udzielił jego słowom szczególnej siły kruszenia najbardziej zatwardziałych serc grzeszników; nie mogli się mu oprzeć. Dość często upominające słowa Gerarda połączone były z proroctwem, które rzeczywiście się spełniło. "Idź natychmiast do spowiedzi - powiedział komuś - bo przyszłego tygodnia nie doczekasz". I to się spełniło.

Chociaż całe życie chrześcijanina powinno być pokutą - jak mówi Sobór Trydencki - to przecież dalecy jesteśmy od prawdziwego ducha pokuty. Wiemy, że Chrystus ustanowił sakrament pokuty ze względu na naszą słabość. Dla Chrystusa było to jasne, że będziemy upadać i do powstania potrzebna nam będzie pomoc Boża. Słabość nasza objawia się nie tylko w tym, że ulegamy pokusom, ale i w tym, że po upadku ogarnia nas duchowa inercja i bardzo trudno nam zdobyć się na zerwanie z grzechem, z nałogiem; czujemy wstyd i przeróżnego typu opory, aby odkładać sakramentalne pojednanie się z Bogiem, aby czynić szczerą pokutę. Niekiedy trzeba dopiero mocnych wstrząsów i przykrych przeżyć, aby obudzić się z grzechowego letargu i wracać jak syn marnotrawny.

Ważną pomocą w znalezieniu powrotnej drogi do Boga mogą okazać się urządzane w świątyniach nabożeństwa pokutne z odpowiednimi rozważaniami, kazaniami i wspólnymi modlitwami. Również prywatne odczytywanie odpowiednio dobranych fragmentów Pisma Świętego przybliża nas do myśli eschatologicznych o śmierci, o sądzie, o Bożym miłosierdziu, ale i o sprawiedliwości Bożej.
Człowiek w grzechu, pozbawiony łaski uświęcającej jest bezsilny, aby mógł dokonać czegoś skutecznego dla osiągnięcia zbawienia, bo to stanowi cel nadprzyrodzony przekraczający jego siły naturalne. Człowiek grzeszny jednak może się modlić i w ten sposób uprosić sobie pomoc Bożą do nawrócenia. Za wzorem świętego Gerarda trzeba nam ćwiczyć się w sztuce rozmyślania, aby w świetle prawd objawionych poznawać stan swojej duszy i wyrabiać w sobie zdrowe sumienie, tak, aby bez przesadnej skrupulatności jak i bez gruboskórności rozróżniać obiektywne dobro od zła, unikać okazji, które najbardziej narażają nas na grzech i nie ograniczając się do pokuty sakramentalnej zadanej przez spowiednika, zwykle małej i symbolicznej, podejmować konkretne akty pokutne i umartwienia prewencyjne, jeszcze przed spowiedzią, i wynagradzające po spowiedzi.

Modlitwa
Jezu, Odkupicielu mój najdroższy. Ty na drzewie krzyża złożyłeś ofiarę Ojcu niebieskiemu na zgładzenie naszych grzechów. Świadomy popełnionych grzechów nie mam prawa do Twojego miłosierdzia. Jednakże ośmielony Twoją bezgraniczną dobrocią i cierpliwością, z którą znosiłeś mnie tyle lat, dając mi czas do nawrócenia, proszę Cię o łaskę szczerego żalu i o ducha pokuty, aby dni, które pozostają mi jeszcze do życia na tej ziemi, stały się hymnem dziękczynnym za Twoje łaski i pieśnią wynagrodzenia za wszelkie zło popełnione przez mnie i przez innych. Amen.
(Ojcze nasz, Zdrowaś Maryjo, Chwała Ojcu).

 


 

DZIEŃ CZWARTY

 

Pokorna praca nad sumieniem

Żyjemy w świecie, w którym kłamstwo i obłuda stały się codzienną taktyką postępowania, stylem bycia. Otoczeni takim właśnie klimatem próbujemy nawet samych siebie oszukiwać, stawiając się w lepszym świetle i oglądając się w krzywym zwierciadle. Zakłamanie towarzyszy zaniżeniu wymagań moralnych w społeczeństwie. Tej lawinie ulegamy w jakimś stopniu wszyscy i w konsekwencji wypaczamy nasze sumienia, usprawiedliwiamy nasze osobiste grzechy koniecznością dostosowania się do grzesznych struktur społecznych a tymczasem przed Bogiem, który obdarzył nas wolnością i uzdolnił do wolnego wyboru między dobrem a złem, nie będzie żadnej wymówki, żadnego zwalania winy na zewnętrzne warunki. Przed Bogiem przyjdzie nam stanąć z nagą prawdą wewnętrzną.
Święty Gerard można nam służyć jako wzór pokornej pracy nad kształtowaniem naszego sumienia. Osiągając najwyższe szczyty pokory bez dewocyjnej przesady, ani się nie poniżał, ani nie widział podstaw, aby stawiać się wyżej ponad innych ludzi. Znał swoją wartość i zapewne dziękował Bogu za wszelkie dobro, którym ubogacił jego serce. Dobro jakie mógł spełnić przypisywał Bogu i jego łasce, a nie sobie i wdzięcznie śpiewał powtarzając hymn Matki Najświętszej: Wielbi dusza moja Pana, bo uczynił mi wielkie rzeczy.

Równocześnie był świadom swoich ludzkich ograniczeń i słabości. Dlatego mówił o sobie, że jest nicością. Nie istniał dla niego problem upokorzenia i poniżenia, gdyż - jak twierdził - :nicości nie można już bardziej poniżyć". Myśląc w ten sposób, nigdy nie pozwolił, aby unosiła go jakaś fałszywa ambicja. Nie sądził też, że mogłaby uwłaczać jego ludzkiej godności choćby i najniższa posługa świadczona innym. Wpatrzony w przykład pokornego Chrystusa, który będąc Synem Bożym uniżył samego siebie i przyjął postać sługi, niezmordowanie spieszył innym z posługą i nie zrażał się, kiedy za swoją dobroć nie spotykał się z wdzięcznością.

W trosce o czystość własnego sumienia święty Gerard prezentuje się nam jako typ zdrowego introwertyka, który koncentruje się na sobie, na własnym wnętrzu, bez oglądania się na to, jak postępują inni; sąd nad innymi zostawił Bogu. Pod tym względem święty Gerard jest jakby przeciwieństwem wielu ludzi, których należałoby zaszufladkować do ekstrawertyków. Ekstrawertyk z lubością zajmuje się oceną moralną innych i nawet podczas spowiedzi świętej, zamiast wyliczać własne grzechy, opowiada o niedoskonałościach innych ludzi, jakby chciał pomniejszyć swoje winy, a nawet się od tych win wymówić.

Pokorne myślenie o sobie bynajmniej nie oznacza, że święty Gerard nie był wrażliwy i nie odczuwał boleśnie upokorzeń i przykrości jaki sprawiali mu różni ludzie. Jedni z nich upokarzali go w dobrej myśli, aby wypróbować jego cnotę. Ale wielu było takich, którzy złośliwie starali się mu dokuczyć i wyprowadzić z równowagi. Wychodził z tych prób zwycięsko, bo nie tracił z oczu pokornego Chrystusa. Wychodził z tych prób bez wewnętrznego uszczerbku, bo w pokornym przeświadczeniu o swojej słabości często się modlił o Bożą pomoc: Boże, ku wspomożeniu memu pospiesz!.
I Bóg dawał mu tę pomoc w nadmiarze, gdyż Bóg pysznym się sprzeciwia, a pokornym łaskę daje.

Kto wie, gdyby i na naszych wargach pojawił się częściej wspomniany akt strzelisty: Bożę, ku wspomożeniu memu pośpiesz! - może umielibyśmy z większą pokorą podchodzić do sakramentu pokuty. Kto wie, może pokorna modlitwa ułatwiałaby nam szybsze wyzwalanie się z niewoli grzechu, która najbardziej poniża człowieka.

Kto wie, może przez pokorę i cichość stalibyśmy się błogosławionymi roznosicielami pokoju wśród ludzi. Pycha bowiem to pierwszy owoc działania upadłego anioła - szatana, a pokora zachwyca Boga i podbija ludzki serca.

Modlitwa
Panie Jezu Chryste, Zbawicielu mój! Ty będą Bogiem, stałeś się człowiekiem: będąc Królem wszechświata, stałeś się rzemieślnikiem w warsztacie świętego Józefa, Twojego Opiekuna; będąc niewinnym, dałeś się przybić do krzyża za moje grzechy - uczyń me serce według Serca Twego! Przez cichość i pokorę świętego Gerarda, wołam do Ciebie; miej litość nade mną! Nie jestem godzien, abyś mnie wysłuchał, bo moje wnętrze jest pełne zakłamania i przewrotności. Jednakże przez zasługi świętego Gerarda cichego i pokornego przybliż mnie do prawdy i świętości. Amen.
(Ojcze nasz, Zdrowaś Maryjo, Chwała Ojcu)

 


 

DZIEŃ PIĄTY

 

Mądrość życiowa

Prawdziwa mądrość życiowa nie pokrywa się koniecznie z uczonością. Można zdobyć wysokie wykształcenie, można stać się żywą encyklopedią w jakiejś wybranej dziedzinie, można być prawdziwym artystą w jakiejś określonej umiejętności, profesji, a jednak nie posiadać podstawowej mądrości pokierowania swoim życiem w taki sposób, żeby to w pełni odpowiadało godności człowieka i ostatecznemu celowi, jaki człowiek winien osiągnąć. Mądrość życiowa polega na właściwym ocenianiu wszystkich wartości względnych i przemijających w relacji do najwyższej wartości jaką jest Bóg.
Chrześcijańską mądrością odznaczał się święty Gerard, który w swoich zapiskach umieścił między innymi takie zdanie: "Wszystko, co nie prowadzi do Boga, jest bezwartościowe w moich oczach". Nie znaczy to, że gardził bezwzględnie rzeczami doczesnymi. Jako człowiek żyjący na ziemi, musiał korzystać z dóbr materialnych i sercem wdzięcznym chwalił Stwórcę, za całą urodę świata, ale wiedział, że nie może się w tych dobrach przemijających zagubić, że musi je wykorzystać w duchu Ewangelii dla wyższego dobra własnej duszy i dla dobra innych, że w wielu przypadkach należy z tych dóbr nawet godziwych zrezygnować, a to z miłości do Jezusa Chrystusa, według pouczeń świętego Pawła: A ci, którzy należą do Chrystusa Jezusa ukrzyżowali ciało swoje z jego namiętnościami i pożądaniami (Ga 5,24). Nie wyobrażajmy sobie, że ta rezygnacja z wielu przyjemności przychodziła Gerardowi łatwo. Możemy mu jednak zazdrościć świętą zazdrością, że tak wcześnie zrozumiał to, do czego inni dochodzą zbyt późno, po wielu bolesnych doświadczeniach życiowych, aby zgodzić się z autorem Księgi Koheleta: Wszystko to marność i pogoń za wiatrem (Koh 2,11).

Serce i umysł ludzki bardzo późno dojrzewają do prawdziwej mądrości i właściwego wartościowania. Stanowi to tragedię naszego życia, że nie odnajdujemy w sobie silnej osobowości. Niby jesteśmy zakotwiczeni w Bogu, a przy lada okazji pozwalamy się fascynować jakąś pokusą i tak łatwo zapominamy o Bogi stawiając na pierwszym miejscu przyjemność grzesznego dogadzania sobie. Potem, co prawda, żałujemy i mówimy, że już nigdy.., że już będzie lepiej.., że się poprawimy.., a tymczasem znów duch w nas słabnie, i oczy nasze ślepną, i słuch na Boże nakazy tępieje…

Święty Gerard mówił: "Ludzie mają różnorakie pragnienia, ja zaś pragnę tylko woli Bożej. Ty przeto, najdroższa, jedyna miłości moja, prawdziwy Boże, przyjmij mnie na swojego sługę!".

Z całą pewnością do przełamania naturalnej słabości i ociężałości pomagały mu zapewnienia świętego Pawła: Sądzę bowiem, że cierpień teraźniejszych nie można stawiać na równi z chwałą, która ma się w nas objawić (Rz 8,18). Drogę wyrzeczeń na wzór Jezusa Ukrzyżowanego nazwał tenże apostoł prawdziwą mądrością: Lecz głosimy tajemnicę mądrości Bożej, mądrość ukrytą, tę której nie poją żaden z władców tego świata (1 Kor 2,7-8).

Mogło by się wydawać, że życie Gerarda, który unikał i rezygnował nawet z przyjemności dozwolonych, który zadawał sobie tyle umartwień, że to życie było smutne i ponure. Tak mogą sądzić ludzie światowi, którzy nigdy nie doświadczyli w sobie wzniosłych przeżyć autentycznej religijności. Już sam spokój jego sumienia nie obciążonego żadną niewiernością wobec ukochanego Boga dawał mu szczęście. Wielu konsekwentnych chrześcijan mogło się cieszyć spokojem wewnętrznym i szczęściem, które już tu na ziemi było dla nich nagrodą za wysiłek podejmowany każdego dnia, aby unikać zła i czynić możliwie jak najwięcej dobra. Przy śmierci wielu z nich mogło szeptać Bogu z ufnością: Uradowałem się, gdy mi powiedziano: >>Pójdziemy do domu Pana<< (Ps. 122,1).

Modlitwa

Święty Gerardzie który z miłości do Boga niczego nie szukałeś i niczego nie pragnąłeś prócz chwały Bożej, wyproś mi łaskę, ażebym za Twoim wzorem stał się prawdziwie wiernym miłośnikiem Zbawiciela naszego, Jezusa Chrystusa. Wyproś mi łaskę, o którą Cię w tej nowennie usilnie błagam! Wyjednaj mi przebaczenie wszystkich grzechów, oderwania się od każdego przywiązania, które plami serce człowieka. Wyproś mi ducha umartwienia i pokuty, abym zasłużył na Boże miłosierdzie. Przybądź mi na pomoc, gdy pragnę gorliwiej pracować nad własnym zbawieniem i uświęceniem. Amen.
(Ojcze nasz, Zdrowaś Maryjo, Chwała Ojcu)

 


 

DZIEŃ SZÓSTY

 

Społeczny wymiar pokuty

Kościół ustanowiony przez Chrystusa dla prowadzenia ludzi do zbawienia jest zawsze święty w swoim pierwiastku Bożym. Święte jest więc wszystko, co pochodzi od Boga Jezusa Chrystusa, a wiec nauka objawiona, ofiara eucharystyczna, sakramenty jako źródła łaski. Natomiast świętość Kościoła w jego pierwiastku ludzkim, a więc Kościoła jako społeczności wiernych jest uzależniona od wysiłków albo też od zaniedbań poszczególnych ludzi. Cnota tych ludzi wzbogaca świętość całego Kościoła. Świętość Kościoła może też być pomniejszona przez osobiste nasze grzechy, choćby te grzechy były najbardziej ukryte. Z tego też względu pokuta za grzech i naprawa krzywd wyrządzona całemu Kościołowi musi mieć wymiar społeczny i winna wyrażać się w zewnętrznych aktach publicznych.
Dla każdego gorliwego chrześcijanina nie może być obcy ekspiacyjny charakter aktów pokutnych, czyli podejmowanie ich za grzechy innych ludzi, którzy nie zdają sobie dobrze sprawy z wielkości obrazy Boga, którzy nie posiadają dostatecznego uświadomienia religijnego, którzy lekceważą sobie obowiązek zadośćuczynienia Bogu i ludziom za popełnione grzechy.

Święty Gerard, jak każdy wielki święty, pragnął pokutować i podejmować ochotnie wszelkie cierpienia w duchu wynagrodzenia Bogu nie tylko za swoje własne i najmniejsze uchybienia, ale był przeświadczony o potrzebie pokutowania za innych. Kiedy na przykład opiekując się dziećmi rozcierał im zmarznięte rączki, wypowiadał znamienne słowa: "Myśmy zgrzeszyli, a te niewinne aniołki cierpią z naszego powodu".

Narzekamy dość często, że dla wielu chrześcijan katolików uczęszczanie do spowiedzi świętej jest jakąś praktyką czysto rytualną i jałową, bez większego wpływu na życie.
Przyczyną takiego stanu jest brak integralności w akcie pokutnym jakim jest spowiedź sakramentalna. Nie wystarczy bowiem przeprowadzenie dokładnego rachunku sumienia, tym bardziej, jeśli w nim traktujemy Boga jako drobiazgowego buchaltera. Nie wystarczy i najszczerszy żal za grzechy, choć ten jest najważniejszym ze wszystkich warunków dobrej spowiedzi. Lecz prawdziwość, szczerość żalu, który nie wyczerpuje się w przemijającej chwili nastroju, potwierdza dopiero mocne postanowienie poprawy połączone z pokutnymi aktami wynagradzającymi. I znów nie chodzi tu tylko o rutynowe odmówienie pacierzy zadane przez spowiednika jako akt zadośćuczynienia, nie chodzi też o jakieś wymyślnie zadawane sobie pokuty i umartwienia, bo i to może się okazać bezmyślną tresurą dla samej tresury bez pozytywnego wpływu na uczciwe życie. Dziś w szczególny sposób uwydatnia się zapotrzebowanie na takie akty pokutne, które miałyby również wymiar społeczny. Po prostu najwspanialszą pokutą może być wysiłek, aby w stosunkach ludzkich zdobywać się na delikatność, wybaczenie i zapominanie uraz; aby na każdym kroku przekreślać sibie, swój egoizm; aby nie żałować sił i czasu na niesienie pomocy innym. Tego rodzaju zadawanie sobie pokuty jest milsze Bogu i bardziej owocne dla nas samych i dla naszego otoczenia, niż noszenie Włosienicy czy klęczenie na grochu. Zresztą dopiero przez praktykę miłości bliźniego utrwalamy w sobie życie łaski i wykazujemy szczerość oraz rzetelność naszego nawrócenia. Potwierdzają to słowa apostoła: My wiemy, że przeszliśmy ze śmierci do życia, bo miłujemy braci, kto zaś nie miłuje, trwa w śmierci (1 J 3, 14).

Rozumiał doskonale tę tajemnicę świętości święty Gerard i najbardziej sobie cenił służbę dla innych. Kiedy mu zlecono opiekę nad biednymi przychodzącymi do fury klasztornej jego twarz promieniowała radością. Mając na myśli przede wszystkim dzieła charytatywne twierdził "Tym kluczem otworzę sobie bramę niebieską".

Modlitwa
Święty Gerardzie, mój ukochany Patronie! Zapatrzony tak bardzo w obraz cierpiącego Zbawiciela za nasze grzechy, chciałeś się stać razem z Nim żertwą ofiarną na przebłaganie Ojca w niebie za grzechy całego świata. Nie folgowałeś swojemu ciału umartwiając je na wszelkie sposoby. Wiedziałeś przecież, że najmilszą dla Boga pokutą jest ofiarna służba ludziom. Stałeś się więc przyjacielem i opiekunem ubogich, lekarzem dla chorych, pocieszycielem strapionych i stróżem dla nie winnych dzieci. Wyproś mi łaskę, abym w poczuciu wielkiej winy za popełnione grzechy, zasłużył sobie na miłosierdzie Boże przez pełnienie dobrych uczynków dla dobra moich bliźnich. Amen.
(Ojcze nasz, Zdrowaś Maryjo, Chwała Ojcu).

 


 

DZIEŃ SIÓDMY

Źródło duchowej siły

Jeszcze jest dość znaczny procent takich katolików, którzy po odbytej spowiedzi sakramentalnej przystępują jeden raz do Komunii świętej i potem znów zatapiają się w codzienność swoich zajęć i prac nie okazując głębszego zainteresowania życiem religijnym. Pokutuje u nich jeszcze brak pełnego uświadomienia po prawdzie, że w częstej Komunii świętej mogliby znaleźć nadprzyrodzone siły do lepszego życia, że przez bardziej intymną zażyłość z Chrystusem ukrytym w Eucharystii mogliby zabezpieczyć się przed zgubnym wpływem świata i unikać grzechów, i po spowiedzi nie wpadać na nowo w ich niewolę.

Po prostu za mało mamy uświadomienia, jak wielkim darem miłości, jak wielkim cudem jest Eucharystia, w której sam Jezus Chrystus oddaje się słabym ludziom, aby być dla nich pokarmem duchowym i dawcą nadprzyrodzonej siły. Eucharystia jest centrum życia całego Kościoła. Bez tej stałej obecności Chrystusa w Eucharystii, Kościół byłby tylko zwykłą organizacją ludzką, owszem, Kościół byłby niczym.

Człowiek słaby i niezdolny własnymi siłami wysłużyć sobie niebo znajdzie nadprzyrodzone siły w Eucharystii, ale zależy to od stopnia jego wiary. Jednakże właśnie to, co w tej Tajemnicy jest najbardziej niepojętego dla ludzkiego rozumu, a wiec cud obecności pod postacią chleba i wina powinien naprowadzać człowieka ku bezgranicznemu zaufaniu dla Chrystusa. Bo jeżeli Eucharystia jest krzyczącym argumentem, że Bóstwo i Człowieczeństwo Chrystusa nie jest skrępowana żadnymi prawami egzystencji na ziemi, to jak nie wierzyć, że tenże Chrystus ma moc cudownej przemiany naszej słabości? Po Komunii świętej nie idziemy w życie tylko z naszą ludzką nieudolnością, ale uzbrojeni jesteśmy w nadprzyrodzone moce Boże. Już sama świadomość obecności Chrystusa w nas ustrzeże nas w chwilach pokus przed fałszywym wyborem wartości przemijających, przed zgubną decyzją, przed grzechem. W człowieku karmiącym się często Eucharystią sprawdzają się słowa świętego Pawła: Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia.

Święty Gerard instynktownie niemal lgnął do Jezusa ukrytego w Eucharystii. Już jako mały chłopiec wmieszał się w szeregi ludzi przystępujących do Komunii świętej. A kiedy kapłan rozdający świętą Hostię pominął go, Gerard rozpłakał się rzewnie. Dorośli nie zrozumieli jego wielkiej tęsknoty za Chlebem Anielskim, bo sami może nie byli zdolni przeżywać jej tak żarliwie. Później jako brat zakonny, a wiec lepiej rozumiejący, gdzie kryje się źródło nadprzyrodzonych sił, tym bardziej cierpiał, kiedy spadło na niego dziwne doświadczenie. Otóż z powodu rzuconego nań oszczerstwa przez nieuczciwą niewiastę, przełożeni za karę zabronili mu na pewien czas przystępowania do Stołu Pańskiego. W tym nieszczęsnym okresie jedne z kapłanów poprosił go o posługę przy odprawianiu Mszy świętej. Wtedy Gerard zawołał: "Księże, nie mogę tego uczynić wszak będąc tak blisko ołtarza wyrwałbym Ci z rąk Hostię świętą".

Może właśnie dlatego, że nie ma w nas tak wielkiej tęsknoty za Eucharystią jaką odznaczał się święty Gerard, dlatego nasze kontakty z Jezusem utajonym pod postacią chleba są takie niepłodne, nie przemieniają nas, nie stanowią dla nas źródła oczyszczającego. Gdyby tak nie skracać chwil dziękczynienia po Komunii świętej, gdyby tak zdobyć się na szczere i detaliczne omówienie z Jezusem naszych braków, ograniczeń, naszych duchowych zagrożeń, gdyby tak znaleźć w ciąg dnia bodaj parę minut na adorację Jezusa obecnego w tabernakulum, z całą pewnością po naszych spowiedziach nie wracalibyśmy tak szybko do poprzednich grzechów, wyrwalibyśmy się z więzów upokarzających nałogów. Pan Jezus przecież tyle razy podkreślał, że przyszedł nie do zdrowych i silnych, ale do chorych i słabych, do źle się mających. Im bardziej jest ktoś narażony na jakąś słabość i grzech, tym bardziej winien szukać nadprzyrodzonych mocy w Eucharystii. Sobór Watykański II w Konstytucji Liturgicznej podkreśla, że Eucharystia jest nie tylko nagrodą za dobre życie, ale jest również mocą do dobrego życia.

Modlitwa
Święty Gerardzie, który pałałeś gorącą miłością do Jezusa ukrytego w Najświętszym Sakramencie, uproś mi łaskę, ażebym godnie przystępował do Komunii świętej i z wielką ochotą spieszył przed ołtarz na serdeczną rozmowę z moim Panem i Stwórcą, z moim Lekarzem i Pasterzem. Jezus Zbawiciel oddał życie własne przez bolesną śmierć na krzyżu, aby mi otworzyć bramy do nieba. Za przykładem twej pobożności pragnę żarliwie uczestniczyć w każdej Mszy świętej, w której Jezus ponawia swoją ofiarę w sposób bezkrwawy, i w której przydziela nam słabym ludziom owoce swego Odkupienia. Bądź mi towarzyszem i przewodnikiem w moim nieudolnym szukaniu duchowych mocy u Jezusa eucharystycznego. Amen.
(Ojcze nasz, Zdrowaś Maryjo, Chwała Ojcu)

 


 

DZIEŃ ÓSMY

 

Ucieczka grzesznych

Włoski pisarz Capanagia w swojej książce pod tytułem La Madonna nella storia delle conversioni (Ed. Paoline, Roma 1955) czyli Madonna w historii nawróceń wypowiada takie twierdzenie, że wszyscy konwertyci przypisują szczególną rolę Matce Najświętszej w ich nawróceniu.

Śpiewając w Litanii Loretańskiej wezwanie: Ucieczko grzesznych, módl się za nami! - potwierdzamy naszą wiarę w nauką Kościoła, który ukazuje Maryję jako Matkę miłosierdzia. Wybrana przez Boga na Matkę Syna Bożego, Odkupiciela i jedynego pośrednika między Bogiem a ludźmi, Maryja uczestniczy w Chrystusowym pośrednictwie. Możemy więc śmiało za przykładem wielu świętych żywić to przekonanie, że przez Jej ręce przechodzą wszelkie łaski wysłużone ludzkości przez Chrystusa na krzyżu.

Kiedy mówimy, że Ona wyprasza szczególne łaski dla najbardziej zagrożonych, dla największych grzeszników, to tym samym wyrażamy prawdę, że Ona jest doskonałym odbiciem miłosiernego Boga, który pragnie zbawienia wszystkich ludzi, gdyż wszystkich stworzył do szczęścia i nikogo ze stworzonych przez siebie ludzi nie chce potępić.

Święty Gerard nie był uczonym teologiem, ale doskonale rozumiał szczególną rolę Matki Najświętszej w dziele zbawienia. Sam bardzo niewinny i bojący się nawet cienia grzechu, dobrze rozumiał nieszczęsne położenie ludzi moralnie zaniedbanych, ludzi żyjących całymi latami w stanie grzechu. Na swój sposób otaczał czcią i żarliwym nabożeństwem Matkę Najświętszą, widząc w Niej schronienie przed pokusami tego świata. Jako brat zakonny w zgromadzeniu misyjnym, często wyjeżdżał z misjonarzami na prace apostolskie. Obok rozlicznych usług pełnionych dl misjonarzy, sam też się włączał do organizowania nabożeństw misyjnych i przy każdej okazji do bezpośrednich kontaktów z ludźmi udzielał im dobrych rad, zbawiennych napomnień, a przede wszystkim starał się ich napełnić ufnością w pomoc Matki Bożej we wszystkich ich trudnościach.

Święty Gerard nie stworzył żadnej szkoły praktycznej czy tym bardziej teoretycznej dziedzinie mariologii. Jednak w swojej miłości do Matki Najświętszej wzniósł się do takich wyżyn, że nasuwa się pewne podobieństwo ze sławnymi w tym względzie osobistościami w Kościele powszechnym. Będąc jeszcze małym chłopcem odważył się na ekstrawagancki czyn, kiedy w czasie uroczystej procesji, na oczach wielu ludzi, podszedł do figury Najświętszej Maryi i obrączkę zdjętą z własnego palca włożył na palec Bogarodzicy, mówiąc przy tym w wielkim uniesieniu: "Oddaję Ci Zycie swoje, gdyż serce moje podbiłaś swoją miłością". Czyż na swój sposób nie uczynił tego samego, co święty Ludwik Girgnion de Montfort, propagujący akt oddania się Matce Najświętszej w niewolę? Czyż nie kojarzy się ta jego postawa z postawą świętego Maksymiliana Kolbe, który pragnął stać się rycerzem Niepokalanej i innych wszystkimi siłami do podobnej służby rycerskiej angażował? Czyż w tym zawierzeniu bezgranicznym Maryi nie był bliski bardzo współczesnym formom działania tak zwanych "pomocników Maryi", a więc ruchu zainspirowanego przez Prymasa Tysiąclecia, Kardynała Stefana Wyszyńskiego, który zalecał duszom odważnym oddanie się w niewolę Matce Najświętszej za wolność Kościoła i wolność naszej Ojczyzny?

Doznając wprost cudownej opieki Matki Bożej we własnym życiu, święty Gerard wlewał otuchę w serca największych nawet grzeszników. A kiedy okazywali się tak zatwardziałymi, że nic do nie docierało, że nie reagowali na żadną argumentację, wystarczyło jedno głośne westchnienie w ich intencji: "Maryjo, ratuj!". Niejeden z tych nieszczęsnych ulegał nagłej przemianie, sam nie rozumiejąc, co się z nim dzieje. I tego działania łaski, działania irracjonalnego przez przyczynę Matki Bożej nie można lekceważyć. Gdy święty Gerard modlił się za grzeszników: "Maryjo, ratuj!", to streszczał w tym zawołaniu modlitwę Bernarda:
"Pomnij Maryjo, Matko miła,
że od wieków nie słyszano,
byś grzesznika opuściła,
co Twe święte wielbi miano".

Modlitwa
Święty Gerardzie, gorliwy sługo i czcicielu Matki Najświętszej. Żyjąc na ziemi polecałeś Jej z ufnością wszystkich największych grzeszników. Teraz będąc w niebie jeszcze skutecznej możesz wstawiać się do Niej za mnie duchowego bankruta. Wyproś mi ten cud, abym nie zasmucał Jezusa Chrystusa moimi grzechami, abym nie ranił Niepokalanego Serca Maryi. Chciałbym mocno wierzyć i niezachwianie ufać, że i dla mnie istnieje miłosierdzie Boże i wsparcie Matki Najświętszej w odzyskaniu drogi do lepszego życia tu na ziemi i drogi do szczęśliwej wieczności. Amen.
(Ojcze nasz, Zdrowaś Maryjo, Chwała Ojcu)

 


DZIEŃ DZIEWIĄTY

 

 

Z myślą eschatologiczna

 

W naszej wędrówce przez życie popełniamy wiele pomyłek. Zdarza się, że gubimy drogę, błądzimy. W pewnych godzinach, które są "tchnieniem łaski" reflektujemy się. Odzyskujemy jasność widzenia, uświadamiamy sobie zasadniczy cel ostateczny, ku którem mamy zdążać. Ze wstydem stwierdzamy, że uleganie wszelkim złudom prowadzącym nas na manowce, to niepowetowana strata czasu. Bolejąc nad własną lekkomyślnością, podziwiamy przy tym cierpliwość, wyrozumiałość i dobroć Boga, który nie spieszył się z karaniem, lecz dawał wciąż nową szansę ku duchowemu odrodzeniu.
Niewysłowiona dobroć Boga winna nas pobudzać do wielkiej ku Niemy miłości i ta miłość winna być wystarczającym, jedynym i najszlachetniejszym motywem czynienia pokuty za popełnione zło i wkraczania na drogę świątobliwego życia. Ale, jak wykazuje historia, człowiek potrzebuje dodatkowych wstrząsów. Takim wstrząsem mobilizującym jest myśl eschatologiczna, myśl o prawdach ostatecznych, myśl, że niechybnie trzeba umierać.

Codziennie jesteśmy świadkami licznych pogrzebów. Umierają obcy nam ludzie, ale i z najbliższego otoczenia. Pogrzeby są tak częste, że przyzwyczajamy się do tej scenerii i szybko zapominamy po odejściu z cmentarza, jakby to nigdy nie miało dotyczyć nas samych. A warto otworzyć oczy i uszy na upomnienie Pisma świętego: Wy też bądźcie gotowi, gdyż w godzinie, której się nie domyślacie, Syn człowieczy przyjdzie (Łk 12, 40).

Przewodnikiem w naszych refleksjach eschatologicznych może być dla nas święty Gerard. Fizycznie nigdy nie był silny. Miał organizm tak wątły, że już sam widok tego chłopczyny z góry niejako przekreślał możliwość przejęcia go do klasztoru przez redemptorystów. Tylko niezwykły upór Gerarda sprawił, że został przyjęty do nowicjatu. Dla otocznia było to cudem, że chuderlawy młodzieniec podejmował się najcięższych prac w klasztorze. Jego zdrowie zaczęło w zastraszającym tempie pogarszać się od chwili, gdy został pobity przez niegodziwego człowieka. Rozwinęła się choroba płuc i sam zdawał sobie sprawę, że długo nie pożyje. Myślał więc poważnie o śmierci, choć bez leku. Oglądał swój koniec w nadprzyrodzonym świetle i dlatego śmierć stawał przed nim bez koszmarnego udrapowania. Gdy już przybliżał się moment konania, po krótkim, bo niespełna sześcioletnim pobycie w Zgromadzeniu, szeptał: "Chcę umrzeć dla miłości Twojej, Jezu mój; niech się spełni Twoja Wola!".

Gdy dzwony klasztoru w Materdomini obwieściły jego zgon, z całej okolicy zbiegali się ludzie w głębokim przekonaniu, że umarł święty. Zazdrościli mu tej mądrości życia i mądrości umierania.
W aspekcie pięknej śmierci świętego Gerarda, wykażemy i my największą mądrość, kiedy częściej myśleć będziemy o zakrytej tajemnicy naszego umierania. Wykażemy zbawienną mądrość stawiając sobie pytania: kiedy umrę?, gdzie?, w jakich okolicznościach? - Może po długiej chorobie, której żaden lekarz jeszcze nie obwieścił. Może w tragicznym wypadku?... Może w domu, może na ulicy, może w wodzie, może w ogniu…

Nie chodzi o to, aby tymi pytaniami się zadręczać, ale mobilizować się wewnętrznie. Zapewne chwalebną rzeczą będzie prośba do świętego Gerarda o wybłaganie nam łaski dobrego przygotowania się na śmierć. Ale obok tej modlitwy, niech się wzmocni nasza czujność. Już dziś starajmy się Bogu ofiarować naszą śmierć jako ekspiację za grzechy całego życia. Niech ona będzie dla nas oczyszczającym elementem i czyśćcem tu na ziemi. Myśl o śmierci, myśl prawdziwie eschatologiczna powinna nam pomagać w przezwyciężaniu obecnej rutyny, powierzchowności i wszelkiego niedbalstwa w odprawianiu częstej spowiedzi świętej. Do tego sakramentu miłosierdzia Bożego wykładajmy tyle serca i żaru, ile chcielibyśmy włożyć w ostatnią spowiedź w naszym życiu, w ostatnią spowiedź przed śmiercią.

Modlitwa
Święty Gerardzie, potężny opiekunie wszystkich strapionych, ogarniętych lękiem! Jesteś szczególnym orędownikiem ludzi konających. Wybrałeś drogę życia zakonnego, aby zostać świętym. Rozmiłowany w Chrystusie Ukrzyżowanym, do Jego cierpień i ofiary na krzyżu dołączyłeś swoje cierpienia. Dlatego też potężne jest dziś Twoje pośrednictwo w niebie. Kończąc nowennę, żywię mocną nadzieję, że wyprosisz mi u Boskiego Odkupiciela te łaski, które są mi najbardziej potrzebne do zbawienia. Amen
(Ojcze nasz, Zdrowaś Maryjo, Chwała Ojcu).